PRZEKAZ 179
OSTATNIA WIECZERZA
Kiedy tego, czwartkowego
popołudnia, Filip przypomniał Mistrzowi o nadchodzącej Passze i
wypytywał o plany dotyczące jej obchodów, miał na myśli kolację paschalną,
którą należało zjeść wieczorem następnego dnia, w piątek. Zazwyczaj
zaczynano przygotowania do obchodów nie później, niż w południe dnia
poprzedzającego. A ponieważ Żydzi uważali, że dzień zaczyna się o zachodzie
słońca, oznaczało to, że sobotnia wieczerza powinna być spożywana w piątek
wieczorem, jakiś czas przed północą.
Dlatego też apostołowie zupełnie
nie mogli zrozumieć oświadczenia Mistrza, że będą obchodzić Paschę o dzień
wcześniej. Myśleli, przynajmniej niektórzy z nich, że Mistrz, wiedząc o swoim
aresztowaniu przed czasem wieczerzy paschalnej, przed piątkowym wieczorem,
zaprosił ich na specjalną wieczerzę w czwartek wieczorem. Inni myśleli, że
będzie to tylko wyjątkowa uroczystość, która miała poprzedzić przepisowe
obchody Paschy.
Apostołowie wiedzieli, że Jezus
obchodził inne Paschy bez jagnięcia; wiedzieli, że osobiście nie brał udziału w
jakimkolwiek składaniu ofiar w systemie żydowskim. Wiele razy, jako gość,
dzielił się jagnięciem paschalnym, ale kiedy był gospodarzem, jagnięcia nigdy
nie podawano. Nie byłoby wielką niespodzianką dla apostołów, gdyby nawet podczas
paschalnego wieczora nie zobaczyli jagnięcia, a skoro ta wieczerza wydana
została dzień wcześniej, nic nie myśleli na ten temat.
Po gościnnym powitaniu,
przedłużonym przez ojca i matkę Jana Marka, apostołowie poszli zaraz do pokoju
na piętrze, podczas gdy Jezus pozostał, żeby porozmawiać z rodziną Marka.
Uzgodniono wcześniej, że Mistrz
będzie obchodził tę uroczystość sam ze swoimi dwunastoma apostołami; dlatego
też nie dano im żadnego służącego, aby im usługiwał.
1. PRAGNIENIE PIERWSZEŃSTWA
Kiedy apostołowie zostali
wprowadzeni na piętro przez Jana Marka, zobaczyli wielki i przestronny pokój,
który był w pełni gotowy do wieczerzy, dostrzegli chleb, wino, wodę i zioła,
wszystko przygotowane na jednym końcu stołu. Za
wyjątkiem tego końca, na którym był chleb i wino, cały ten długi stół otoczony
był trzynastoma sofami do leżenia, takimi właśnie, jakie byłyby przygotowane do
obchodów Paschy w dobrze sytuowanej rodzinie żydowskiej.
Gdy Dwunastu wchodziło do górnego
pokoju, spostrzegli tuż obok drzwi dzbany wody i ręczniki do obmycia ich
zakurzonych stóp; a skoro nie przysłano żadnego służącego, aby wykonał tę
posługę, apostołowie poczęli patrzeć jeden na drugiego, jak tylko Jan Marek ich
zostawił i każdy począł się zastanawiać: kto nam umyje
stopy? I każdy z nich myślał to samo, że to nie on będzie tym, który będzie
pełnił rolę służącego dla innych.
Gdy tak tam stali, rozważając to
wszystko w swoich sercach, oglądali rozmieszczenie miejsc przy stole i
spostrzegli wyższą otomanę gospodarza z jedną sofą po prawej i jedenastoma
ustawionymi wokół stołu, aż do drugiego honorowego miejsca, naprzeciw tego po
prawej stronie gospodarza.
Oczekiwali, że Mistrz nadejdzie w
każdej chwili, ale mieli dylemat, czy sami powinni się rozsadzić, czy też
czekać jego przyjścia i polegać na nim w sprawie przydziału miejsc. Kiedy tak
się wahali, Judasz podszedł w kierunku honorowego miejsca, po lewej ręce
gospodarza i dał do zrozumienia, że zamierza się tam położyć, jako wyróżniony gość. To, co zrobił Judasz, natychmiast roznieciło i
rozpaliło spór między innymi apostołami. Gdy tylko Judasz zajął honorowe
miejsce, Jan Zebedeusz zgłosił swe roszczenia do następnego, wyróżnionego
miejsca, po prawej stronie gospodarza. Szymona Piotra tak rozwścieczyło zajęcie
wybranych miejsc przez Judasza i Jana, że kiedy inni rozgniewani apostołowie
przyglądali się temu, przemaszerował wokół stołu i zajął miejsce na najniższej
sofie, na końcu porządku miejsc i dokładnie naprzeciw tego, które zostało
wybrane przez Jana Zebedeusza. Skoro inni zajęli wyższe miejsca, Piotr pomyślał
zająć najniższe i tak zrobił, nie w zwykłym proteście przeciw niestosownej
dumie swoich braci, ale z tą nadzieją, że kiedy Jezus przyjdzie i zobaczy go na
najmniej honorowym miejscu, zawoła go na wyższe, usuwając tym samym jednego z
tych, którzy ośmielili się sami uhonorować.
Gdy zajęto w ten sposób najwyższe
i najniższe pozycje, reszta apostołów wybrała swoje miejsca, niektórzy blisko
Judasza inni bliżej Piotra, do czasu, aż wszyscy się usadowili. Usadowili się
wokół stołu w kształcie litery U, na otomanach do leżenia, w następującej
kolejności: z prawej strony Mistrza Jan, z lewej Judasz, Szymon Zelota,
Mateusz, Jakub Zebedeusz, Andrzej i bliźniacy Alfeusza,
Filip, Nataniel, Tomasz i Szymon Piotr.
Zebrali się razem, aby obchodzić, przynajmniej w
duchu, zwyczaj, który antydatował nawet Mojżesza i nawiązywał do tych czasów,
kiedy ich ojcowie byli niewolnikami w Egipcie. Ta wieczerza była ich ostatnim
spotkaniem z Jezusem i nawet w tak uroczystym otoczeniu, apostołowie pod przewodnictwem
Judasza raz jeszcze dali upust swojej starej predylekcji do zaszczytów,
wyróżnień i osobistego wywyższania się.
Ciągle jeszcze głośno i gniewnie wzajemnie się
obwiniali, kiedy we drzwiach stanął Mistrz, tam zawahał się na chwilę a wyraz
rozczarowania powoli pełzał po jego twarzy. Bez komentarza poszedł na swoje
miejsce, nie naruszając porządku ich rozmieszczenia.
Teraz gotowi byli zacząć
wieczerzę, za wyjątkiem tego, że ich stopy nadal pozostawały nie
umyte a ich nastrój daleki był od przyjemnego. Gdy wszedł Mistrz, ciągle
robili sobie nawzajem niepochlebne uwagi, nie mówiąc o myślach tych, którzy
potrafili opanować swoje emocje, aby się powstrzymać od otwartego wyrażenia
swoich uczuć.
2.
POCZĄTEK WIECZERZY
Kilka chwil po tym, jak Mistrz
usiadł na swym miejscu, zapadła cisza. Jezus popatrzył na wszystkich i łagodząc
napięcie uśmiechem, powiedział: „Gorąco pragnąłem spożyć z wami Paschę.
Chciałem zjeść z wami raz jeszcze, zanim będę cierpiał a wiedząc, że moja
godzina nadeszła, uzgodniłem, aby dzisiejszego wieczora spożyć z wami tą
wieczerzę, gdyż co do jutra, wszyscy jesteśmy z rękach
Ojca, którego wolę przyszedłem wypełnić. Nie będę więcej jadł z wami tak długo,
aż zasiądziecie ze mną w królestwie, które da mi mój Ojciec, kiedy skończę to,
po co mnie posłał na ten świat”.
Po tym jak woda i wino zostały
zmieszane, przynieśli Jezusowi kielich, który wziął z ręki Tadeusza i trzymał,
gdy składał dziękczynienie. I kiedy skończył dziękczynienie, powiedział:
„Weźcie ten kielich i podzielcie się nim a kiedy się nim dzielicie, pomyślcie
sobie, że ja już nie będę pił z wami owocu winorośli, gdyż to jest nasza
ostatnia wieczerza. Kiedy następnym razem znowu tak zasiądziemy, będzie to w
przyszłym królestwie”.
Jezus zaczął tak mówić do swoich
apostołów, gdyż wiedział, że jego godzina nadeszła. Rozumiał, że nadszedł czas
powrotu do Ojca i że jego działalność na Ziemi jest prawie skończona. Mistrz
wiedział, że objawił miłość Ojca na Ziemi i ukazał ludzkości jego miłosierdzie
i że skończył to, po co przyszedł na ten świat, żeby otrzymać pełną moc i
władzę w niebiosach i na Ziemi. Wiedział tak samo, że Judasz Iskariota ostatecznie postanowił, aby tej nocy wydać go w
ręce jego wrogów. W pełni uświadamiał sobie, że ten zdradziecki podstęp jest
dziełem Judasza, ale że zadowoli również Lucyfera, Szatana
i Caligastię, księcia ciemności. Jednak nie bał się
nikogo z tych, którzy chcieli go doprowadzić do duchowego upadku, ani też tych,
którzy chcieli spowodować jego fizyczną śmierć. Mistrz niepokoił się tylko o
jedno, o bezpieczeństwo i zbawienie swoich wybranych wyznawców. I tak z pełną
świadomością, że Ojciec powierzył wszystkie sprawy jego kompetencji, Mistrz
teraz mógł zacząć inscenizację przypowieści o braterskiej miłości.
3. MYCIE STÓP APOSTOŁOM
Było żydowskim zwyczajem, że
podczas Paschy, po wypiciu pierwszego kielicha, gospodarz wstawał od stołu i
mył ręce. Później, w trakcie posiłku, po drugim kielichu, wszyscy goście
również wstawali i myli ręce. Ponieważ apostołowie wiedzieli, że ich Mistrz
nigdy nie przestrzega tych rytuałów ceremonialnego mycia rąk, bardzo byli
ciekawi, co też zamierza uczynić, kiedy po podzieleniu się pierwszym kielichem,
wstał od stołu i w milczeniu podszedł do drzwi, gdzie znajdowały się dzbany,
misy i ręczniki. Ich ciekawość przeszła w zdziwienie, kiedy spostrzegli, że
Mistrz zdejmuje wierzchnie szaty, przepasuje się ręcznikiem i zaczyna wlewać
wodę do jednej z mis do mycia nóg. Wyobraźcie sobie osłupienie tych dwunastu
mężczyzn, którzy tak niedawno nie chcieli umyć stóp jeden drugiemu i którzy tak
niestosownie spierali się o honorowe miejsce przy stole, kiedy spostrzegli, że
Mistrz idzie wokół nie zajętego końca stołu, do
najniższego miejsca na uczcie, gdzie spoczywał Szymon Piotr i klękając w
postawie służącego, zabiera się do mycia nóg Szymona. Gdy Mistrz uklęknął, cała
Dwunastka zerwała się jak jeden na nogi; nawet zdradziecki Judasz do tego
stopnia zapomniał na chwilę swej nikczemności, że wstał razem ze braćmi
apostołami, w tym wyrazie zaskoczenia, szacunku i krańcowego zdziwienia.
Szymon Piotr stał, patrząc na
zwróconą ku górze twarz Mistrza. Jezus nic nie mówił, słowa były niepotrzebne.
Jego postawa wyraźnie wskazywała na to, że chce umyć stopy Szymonowi Piotrowi.
Pomimo wszystkich swych ludzkich słabości, Piotr kochał Mistrza. Ten galilejski
rybak był pierwszą ludzką istotą, która całym sercem uwierzyła w boskość Jezusa
i publicznie, wyraźnie wyznała tą wiarę. I od tego czasu Piotr nigdy
naprawdę nie wątpił w Boską naturę Mistrza. Ponieważ Piotr w swoim sercu tak
bardzo czcił i szanował Jezusa, więc nic dziwnego, że w duszy obruszył się na
myśl o Jezusie, który klęczy przed nim w służebnej postawie i proponuje mu
umycie stóp, tak jak niewolnik. Kiedy Piotr pozbierał wreszcie myśli, aby się
mógł odezwać do Mistrza, wyraził z głębi serca płynące uczucia wszystkich jego
współbraci apostołów.
Po kilku chwilach wielkiego
zakłopotania, Piotr się odezwał: „Mistrzu, czy naprawdę chcesz mi umyć stopy?”.
I wtedy, patrząc w górę, prosto w oczy Piotrowi, Jezus powiedział: „Może nie
rozumiesz w pełni tego, co zamierzam uczynić, ale w przyszłości zrozumiesz
znaczenie wszystkich tych rzeczy”. Wtedy Szynom Piotr, wciągając głęboki
oddech, oświadczył: „Mistrzu, nigdy nie będziesz myć moich stóp!”. I każdy z
apostołów przytaknął z aprobatą na to stanowcze oświadczenie Piotra, aby nie
pozwolić Jezusowi tak się przed nimi upokorzyć.
Szokująca wymowa tej niezwykłej
sceny w pierwszej chwili poruszyła serce nawet Judasza Iskarioty; ale kiedy w swej zarozumiałości osądził
to widowisko, doszedł do wniosku, że ten gest pokory jest tylko jeszcze jednym
zdarzeniem, które zdecydowanie dowodziło, że Jezus nigdy nie będzie się nadawał
na wybawiciela Izraela i że nie popełnił błędu, kiedy postanowił odwrócić się
od sprawy Mistrza.
Kiedy tak wszyscy stali zdumieni,
z zapartym tchem, Jezus powiedział: „Piotrze, oświadczam ci, że jeżeli nie
umyję twoich stóp, nie będziesz miał ze mną udziału w tym, co właśnie zamierzam
zrobić”. Kiedy Piotr usłyszał to oświadczenie, w
połączeniu z tym, że Jezus wciąż klęczał u jego stóp, podjął jedną z tych
decyzji, wyrażających ślepą zgodę i dostosowanie się do życzenia tego, którego
szanował i kochał. Ponieważ Szymonowi Piotrowi
zaczynało świtać, że z tą propozycją spełnienia posługi wiązało się coś
ważnego, coś, co decydowało o przyszłym związku człowieka z działalnością
Mistrza, nie tylko pogodził się z myślą, aby pozwolić Jezusowi umyć stopy, ale
w swój charakterystyczny i porywczy sposób oznajmił: „Zatem,
Mistrzu, umyj nie tylko moje stopy, ale także moje ręce i moją głowę”.
Zanim Mistrz zaczął myć stopy
Piotrowi, powiedział: „Ten, kto jest już czysty, potrzebuje umyć tylko swoje
stopy. Wy, którzy dzisiejszego wieczora siedzicie ze mną, jesteście czyści – ale nie wszyscy. Trzeba jednak obmyć kurz z waszych
stóp, zanim usiądziecie i będziecie jeść ze mną. A poza tym, wykonam tę posługę
dla was jako przypowieść, ilustrującą znaczenie nowego
przykazania, które teraz wam daję”.
Mistrz obszedł stół w milczeniu i
tak samo umył stopy dwunastu apostołom, nie omijając nawet Judasza. Kiedy Jezus
skończył myć stopy całej Dwunastce, włożył swój płaszcz, wrócił na miejsce
gospodarza i przyjrzawszy się swoim oszołomionym apostołom, powiedział:
„Czy naprawdę rozumiecie, co wam
zrobiłem? Nazywacie mnie Mistrzem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc
Mistrz umył wam stopy, dlaczego tak się stało, że nie chcieliście nawzajem umyć
sobie stóp? Jaką naukę powinniście wyciągnąć z tej przypowieści, kiedy Mistrz
tak chętnie wykonuje tę posługę, której jego bracia nie chcieli zrobić sobie
nawzajem? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, sługa nie
jest większy od swego pana, ani wysłannik od tego, który go posłał.
Widzieliście, jak służyłem moim życiem pośród was i błogosławieni jesteście wy,
którzy będziecie mieli łaskawą odwagę tak służyć. Ale dlaczego tak powoli się
uczycie, że tajemnica wielkości w królestwie duchowym nie przypomina metod siły
w świecie materialnym?
Gdy dzisiaj wieczorem przyszedłem
do tego pokoju, nie dosyć wam było, że dumnie wzbranialiście się umyć stopy
jeden drugiemu, ale musieliście się jeszcze zacząć spierać o to, kto powinien
zająć honorowe miejsce przy moim stole. Takich honorów pragną faryzeusze i
dzieci tego świata, ale tak nie powinno być pośród ambasadorów niebiańskiego
królestwa. Czy nie wiecie, że nie może być wyróżnionego miejsca przy moim stole. Czy nie rozumiecie, że kocham każdego z was tak samo?
Czy nie wiecie, że miejsce najbliżej mnie, które ludzie uważają za taki
zaszczyt, nic nie znaczy w sprawie waszej pozycji w królestwie nieba? Wiecie,
że królowie innowierców mają władzę nad swymi poddanymi a ci, którzy ją
sprawują, czasem nazywani są dobrodziejami. Ale tak nie będzie w królestwie
nieba. Ten, kto chciałby stać się wielkim pośród was, niech stanie się jak ten
najmłodszy; podczas kiedy ten, kto chciałby być pierwszym między wami, niech
będzie tym, co służy. Kto jest większy, ten, który siedzi przy posiłku, czy
ten, który usługuje? Czyż nie uważa się powszechnie, że ten, który siedzi przy
posiłku, jest większy? Ale wy zauważycie, że pośród was jestem tym, który
służy. Jeżeli chcecie stać się ze mną współbraćmi, sługami w czynieniu woli
Ojca, będziecie zasiadać ze mną w potędze, w królestwie, które przyjdzie, wciąż
wykonując wolę Ojca w przyszłej chwale”.
Kiedy Jezus skończył, bliźniacy Alfeusza przynieśli chleb i wino, wraz z ostrymi ziołami i
pastę z suchych owoców, jako następny zestaw potraw Ostatniej Wieczerzy.
4. OSTATNIE SŁOWA DO ZDRAJCY
Przez kilka
minut apostołowie jedli w ciszy, ale pod wpływem pogodnego nastroju Mistrza wkrótce
wciągnęli się do rozmowy i niebawem posiłek przebiegał tak, jak gdyby nic niezwykłego się
nie stało, co mogłoby zakłócić ich dobry nastrój i towarzyską atmosferę tej
niezwykłej uroczystości. Po jakimś czasie, w połowie drugiego zestawu potraw,
Jezus popatrzył na nich i powiedział: „Mówiłem wam, jak bardzo chciałem spożyć
tę wieczerzę z wami a wiedząc o tym, że złe siły ciemności spiskują, aby zabić
Syna Człowieczego, postanowiłem zjeść z wami wieczerzę w tym tajemnym pokoju i
na dzień przed Paschą, ponieważ jutro wieczorem, o tym czasie, nie będzie mnie
pośród was. Wiele razy wam mówiłem, że muszę wrócić do Ojca. Teraz moja godzina
nadeszła, ale to nie było potrzebne, aby jeden z was wydał mnie w ręce moich
wrogów”.
Kiedy
Dwunastu to usłyszało, straciwszy już uprzednio pewność i wiarę w siebie, w
wyniku przypowieści o myciu stóp i późniejszej przemowy Mistrza, zaczęli
spoglądać jeden
na drugiego i zmieszanym tonem, niezdecydowanie pytali: „Czy to ja?”. I kiedy
wszyscy tak pytali, Jezus powiedział: „Podczas kiedy
konieczne jest, żebym odszedł do mego Ojca, nie trzeba było, dla spełnienia
woli Ojca, żeby jeden z was został zdrajcą. Taki jest owoc zła skrywanego w
sercu tego, kto nie pokochał prawdy całą duszą. Jak zwodnicza jest duma
intelektualna, poprzedzająca duchowy upadek! Mój
przyjaciel od wielu lat, który nawet teraz je mój chleb, pragnie mnie zdradzić,
nawet wtedy, gdy teraz zanurza ze mną dłoń w naczyniu”.
I kiedy Jezus skończył, wszyscy
zaczęli znowu pytać: „Czy to ja?”. I gdy Judasz, siedzący po lewej stronie
Mistrza, ponownie zapytał: „Czy to ja”? Jezus, zanurzywszy chleb w naczyniu z
ziołami, podał go Judaszowi i rzekł: „Ty powiedziałeś”. Ale inni nie słyszeli,
co Jezus powiedział Judaszowi. Jan, który spoczywał po prawej ręce Jezusa,
pochylił się i spytał Mistrza: „Kto to jest?
Powinniśmy wiedzieć, kto okazał się niegodny pokładanego w nim zaufania”. Jezus
odpowiedział: „Już wam mówiłem, akurat ten, któremu dałem maczany chleb”. Ale
to było normalne, że gospodarz dawał maczany chleb temu, który siedział po
lewej ręce, tak, że nikt na to nie zwrócił uwagi, nawet, gdy Mistrz powiedział
to tak wyraźnie. Ale Judasz boleśnie uświadomił sobie znaczenie słów Mistrza,
nawiązujących do jego czynu i bał się, żeby jego bracia tak samo się nie
dowiedzieli, że to on jest zdrajcą.
Piotr bardzo był poruszony tym, co
zostało powiedziane i pochylając się przez stół, zwrócił się do Jana: „Zapytaj
go, kto to jest, albo, jeśli ci powiedział, powiedz mi, kto jest zdrajcą”.
Jezus zakończył ich poszeptywanie,
odezwawszy się: „Smucę się, że to zło się zdarzyło i miałem nadzieję, nawet do
tej godziny, że moc prawdy być może zatryumfuje nad podstępem zła, ale takie
zwycięstwa nie mogą być odnoszone bez wiary, wynikającej ze szczerej miłości
prawdy. Nie mówiłbym wam tych rzeczy przy naszej ostatniej wieczerzy, ale chcę
was ostrzec przed smutkiem i przygotować was na to, co nas czeka. Powiedziałem
wam to, ponieważ chciałbym abyście to sobie przypomnieli, po tym, kiedy odejdę,
że wiedziałem o wszystkich tych złych spiskach i że uprzedzałem was przed
zdradą. I wszystko to czynię tylko po to, żebyście umocnili się przed tymi
pokusami i próbami, które są tak blisko”.
Kiedy Jezus skończył, pochylił się
do Judasza i rzekł: „Co postanowiłeś zrobić, zrób
szybko”. I kiedy Judasz usłyszał te słowa, wstał od stołu i pośpiesznie opuścił
pokój, wychodząc w noc, aby zrobić to, co postanowił. Kiedy apostołowie
zobaczyli, że Judasz pośpiesznie wychodzi, po tym jak Jezus odezwał się do
niego, myśleli, że poszedł aby przynieść coś jeszcze
na wieczerzę, albo żeby wykonać jakieś inne polecenie Mistrza, ponieważ
myśleli, że wciąż nosi torbę.
Teraz Jezus wiedział, że nic nie
można zrobić, żeby powstrzymać Judasza przed zostaniem zdrajcą. Zaczynał z
dwunastoma apostołami – teraz był z jedenastoma. Wybrał sześciu apostołów i
chociaż Judasz należał do tych, których mianowali jego pierwsi wybrani
apostołowie, jednak Mistrz akceptował go i aż do tej godziny robił wszystko, co
możliwe, aby go oczyścić i ocalić, tak samo, jak działał dla pokoju i zbawienia
innych.
Ta wieczerza, z jej drobnymi
epizodami i łagodnymi aluzjami, była ostatnim apelem Jezusa do dezerterującego
Judasza, ale to było daremne. Ostrzeżenie, nawet, kiedy udzielone w najbardziej
taktowny sposób i przekazane w najbardziej łaskawym duchu, z reguły wzmacnia
tylko nienawiść i rozpala złą determinację do przeprowadzenia w całej pełni
własnych, samolubnych planów, kiedy miłość raz naprawdę umarła.
5. USTANOWIENIE
WIECZERZY UPAMIĘTNIAJĄCEJ
Kiedy
przynieśli Jezusowi trzeci kielich wina, „kielich błogosławieństwa”, wstał on z
sofy i biorąc kielich w swoje ręce, pobłogosławił go i powiedział: „Bierzcie
ten kielich i
pijcie z niego wszyscy. To będzie kielich na moją
pamiątkę. To jest kielich błogosławieństwa nowego porządku łaski i prawdy. On
będzie dla was symbolem obdarzenia i służby Boskiego Ducha Prawdy. I nie będę
pił z tego kielicha z wami do tego czasu, kiedy pod nową postacią pić będę z
wami w wiecznym królestwie Ojca”.
Wszyscy apostołowie czuli, że
stało się coś niezwykłego, kiedy pili z tego pobłogosławionego kielicha z
głęboką czcią i w zupełnej ciszy. Dawna Pascha upamiętniała wyjście ich ojców z
narodowej niewoli ku wolności i niezależności; teraz Mistrz ustanawiał nową,
pamiątkową wieczerzę, jako symbol nowego porządku, w którym zniewolona
jednostka wyjdzie z niewoli obrzędów i samolubstwa do duchowej radości,
braterstwa i wspólnoty wyzwolonych przez wiarę synów żywego Boga.
Kiedy wypili ten nowy kielich
upamiętniający, Mistrz wziął chleb i odmówiwszy dziękczynienie, połamał go na
części i polecił, aby go podali wokół a potem powiedział: „Weźcie ten chleb
upamiętniający i jedzcie. Mówiłem wam, że jestem
chlebem życia. I ten chleb życia jest łącznym życiem Ojca i Syna w jednym
darze. Słowo Ojca, tak jak jest objawione w Synu, jest prawdziwie chlebem
życia”. Kiedy podzielili się chlebem upamiętniającym, symbolem żywego słowa
prawdy, inkarnowanego w formie cielesnej, wszyscy usiedli.
Ustanawiając tę pamiątkową
wieczerzę, Mistrz odwołał się do przypowieści i symboli, jak to zawsze było w
jego zwyczaju. Używał symboli, ponieważ chciał nauczyć pewnych wielkich
duchowych prawd w taki sposób, aby utrudnić jego następcom nadanie precyzyjnej
interpretacji i kategorycznego znaczenia jego słowom. W ten sposób próbował
zapobiec temu, żeby w kolejnych pokoleniach nie krystalizowano jego nauki i nie
wiązano jego duchowych znaczeń martwymi łańcuchami tradycji i dogmatu.
Ustanawiając ten jedyny obrzęd, czy sakrament, związany z całą jego misją
życiową, Jezus dołożył wszelkich starań, aby raczej zasugerować jego
znaczenie, niż zajmować się precyzyjnymi definicjami. Nie chciał
niszczyć idei indywidualnego człowieka, dotyczącej boskiej wspólnoty, poprzez
ustanowienie precyzyjnych form; nie chciał również ograniczać duchowej
wyobraźni wierzącego, poprzez krępowanie jej formalnościami. Chciał raczej
przydać nowo narodzonej, wolnej duszy, radosnych skrzydeł nowej i żywej,
duchowej wolności.
Pomimo wysiłków Mistrza, żeby tym
sposobem wprowadzić nowy sakrament na jego pamiątkę, w następnych wiekach jego
wyznawcy zadbali o to, aby życzenie, które wyraził, nie spełniło się w
praktyce, dlatego, że jego prosty symbolizm duchowy z ostatniej nocy w ciele
został zredukowany do precyzyjnych interpretacji i podporządkowany ustalonym
formułom, z matematyczną niemalże precyzją. Żadna ze wszystkich nauk Jezusa nie
stała się bardziej sformalizowaną tradycją.
Ta wieczerza upamiętniająca, kiedy
biorą w niej udział ci, którzy wierzą w Syna i rozpoznają Boga, nie potrzebuje
być łączona z żadnym symbolizmem, z żadną ludzką, naiwną, mylną interpretacją
znaczenia Boskiej obecności, gdyż na wszystkich takich uroczystościach Mistrz
jest rzeczywiście obecny. Pamiątkowa wieczerza jest symbolicznym
spotkaniem wierzącego człowieka z Michałem. Kiedy więc staniecie się duchowo
świadomi, Syn aktualnie jest obecny a jego duch brata się z zamieszkującą
człowieka częścią Ojca.
Potem, gdy zamyślili się na kilka
chwil, Jezus kontynuował: „Kiedy to robicie,
przypomnijcie sobie życie, którym żyłem na Ziemi wśród was i radujcie się, że
wciąż będę żył z wami na Ziemi i przez was służył. Nie rywalizujcie między
sobą, jako jednostki, który z was ma być największy. Wszyscy bądźcie braćmi. I
kiedy królestwo będzie się rozwijać i będzie obejmować większą grupę
wierzących, tak samo nie powinniście rywalizować o wielkość, czy próbować się
wywyższać wśród takich grup”.
I to wielkie zdarzenie miało
miejsce w pokoju na piętrze, u przyjaciela. Niczego z uświęconej formy, czy
obrzędowej konsekracji nie było ani w wieczerzy ani w budynku. Ta pamiątkowa
wieczerza została wprowadzona bez eklezjastycznej aprobaty.
Kiedy Jezus ustanowił w ten sposób
pamiątkową wieczerzę, powiedział apostołom: „Tak często, jak będziecie to
czynić, róbcie to na moją pamiątkę. I kiedy będziecie
mnie wspominać, najpierw popatrzcie wstecz, na moje życie w ciele i
przypomnijcie sobie, że kiedyś byłem z wami i wtedy dostrzeżecie, poprzez
wiarę, że wszyscy za jakiś czas będziecie spożywać ze mną wieczerzę w wiecznym
królestwie mego Ojca. To jest nowa Pascha, którą wam zostawiam, ta właśnie
pamiątka mojego obdarzającego życia, słowo wiecznej prawdy i moja miłość do
was, wylewająca mojego Ducha Prawdy na wszystkich w ciele”.
I tak skończyli obchody starej,
ale bezkrwawej Paschy, połączone z początkiem nowej, pamiątkowej wieczerzy,
śpiewając wszyscy Psalm sto osiemnasty.