PRZEKAZ 189
ZMARTWYCHWSTANIE
W piątek po południu, zaraz po pogrzebie Jezusa, szef
archaniołów Nebadonu, przebywający wtedy na Urantii, zwołał swoje kolegium do
spraw zmartwychwstania śpiących, obdarzonych wolą istot i zaczął rozważać ewentualną
metodę odtworzenia Jezusa. Stworzeni przez Michała synowie wszechświata
lokalnego zgromadzili się tutaj z poczucia obowiązku; Gabriel ich nie zwoływał.
Przed północą doszli do wniosku, że stworzony nie może nic zrobić, żeby pomóc
Stwórcy w zmartwychwstaniu. Skłonni byli zgodzić się z radą Gabriela, który ich
pouczył, że skoro Michał „oddał swoje życie według własnej, wolnej woli,
posiada także moc ponownie je podjąć, zgodnie z własnym postanowieniem”.
Wkrótce po tym, gdy odroczona została rada archaniołów, Nosicieli Życia i
różnorodnych ich współpracowników, w sprawie odnowy istoty stworzonej i
tworzenia istoty morontialnej, Uosobiony Dostrajacz Jezusa, dowodzący wtedy
osobiście niebiańskimi zastępami zgromadzonymi na Urantii, wygłosił do
niespokojnie oczekujących obserwatorów te słowa:
„Nikt z was nic nie może zrobić,
aby pomóc Stwórcy-ojcu wrócić do życia. Spotkała go ludzka śmierć, jako
śmiertelnika tej domeny; jako Władca wszechświata nadal żyje. To, co
dostrzegacie, jest przejściem śmiertelnika, Jezusa z Nazaretu, z życia w ciele
do życia morontialnego. Duchowe przejście Jezusa skończyło się wtedy, gdy
oddzieliłem się od jego osobowości i stałem się waszym, tymczasowym przywódcą.
Wasz Stwórca-ojciec postanowił przejść całe doświadczenie śmiertelnych istot,
od narodzin na światach materialnych, przez naturalną śmierć i zmartwychwstanie
w morontii, do stanu prawdziwej, duchowej egzystencji. Pewne stadium tego
doświadczenia będziecie mogli wkrótce obserwować, ale nie możecie brać w nim
udziału. Tych rzeczy, które zazwyczaj robicie dla stworzonego, nie będziecie
mogli robić dla Stwórcy. Syn Stwórcy posiada w sobie moc obdarzenia sobą
innych, w formie jakiegokolwiek stworzonego przez siebie syna; posiada w sobie
moc, pozwalającą mu złożyć swe dostrzegalne życie i ponownie je podjąć; i
posiada tę moc z bezpośredniego nadania Rajskiego Ojca a ja wiem, o czym
mówię”.
Kiedy wysłuchano słów Uosobionego
Dostrajacza, wszyscy przyjęli postawę pełnego napięcia oczekiwania, od Gabriela
aż do najniższych cherubinów. Widzieli śmiertelne ciało Jezusa w grobie,
dostrzegali dowody wszechświatowej aktywności ich ukochanego Władcy a nie
rozumiejąc tego fenomenu, czekali cierpliwie rozwoju wypadków.
1. PRZEJŚCIE MORONTIALNE
W niedzielę rano, o drugiej
czterdzieści pięć, Rajska komisja do spraw wcielenia, składająca się z siedmiu
niezidentyfikowanych Rajskich osobowości, przybyła na miejsce i natychmiast
rozlokowała się wokół grobu. Za dziesięć trzecia, intensywne wibracje łącznych
operacji materialnych i morontialnych zaczęły się
wydobywać z nowego grobu Józefa a w dwie minuty po trzeciej, w ten niedzielny
ranek, 9 kwietnia, roku 30 n.e., wyszła z grobu zmartwychwstała forma morontialna i osobowość Jezusa z Nazaretu.
Po tym, jak zmartwychwstały Jezus
wyłonił się z grobu, w którym był pogrzebany, ciało, w którym żył i działał na
Ziemi przez prawie trzydzieści sześć lat, wciąż leżało złożone w niszy grobu,
nienaruszone, owinięte w lniane płótno, tak jak zostało złożone na spoczynek w
piątek po południu przez Józefa i jego towarzyszy. Kamień, znajdujący się przed
wejściem do grobowca, też nie został w żaden sposób poruszony; pieczęć Piłata
była nieuszkodzona a żołnierze wciąż stali na straży. Strażnicy świątynni stali
na straży nieprzerwanie, straże rzymskie zmieniły się o północy. Żaden z tych
stróżujących nie przypuszczał, że obiekt ich czuwania zmartwychwstał w nowej i
wyższej formie bytu i że to ciało, którego pilnowali, było teraz zbytecznym,
zewnętrznym okryciem, które nie miało nic wspólnego z dostarczoną i zmartwychwstałą,
morontialną osobowością Jezusa.
Ludzkość jest powolna w
dostrzeganiu tego, że we wszystkim, co osobowe, materia jest szkieletem
morontii i że obie są cieniem rzucanym przez trwałą rzeczywistość duchową. Ile
czasu jeszcze upłynie, zanim zaczniecie traktować czas, jako ruchome odbicie
wieczności a przestrzeń, jako przelotny cień rzeczywistości rajskich?
Tak dalece, jak się orientujemy,
ani nikt z tego wszechświata, ani żadna osobowość z innego wszechświata, nie
miała nic wspólnego z morontialnym zmartwychwstaniem
Jezusa z Nazaretu. W piątek oddał swoje życie, jako śmiertelnik tej domeny; w
niedzielę rano podjął je na nowo, jako morontialna
istota systemu Satanii w Norlatiadeku.
Jest dużo spraw związanych ze zmartwychwstaniem Jezusa, których nie rozumiemy.
Wiemy jednak, że wszystko zdarzyło się tak, jak to przedstawiamy i mniej więcej
w oznaczonym przez nas czasie. Możemy także zaświadczyć, że wszystkie znane
fenomeny, towarzyszące śmiertelnemu przejściu, czy morontialnemu
zmartwychwstaniu, miały miejsce dokładnie w nowym grobowcu Józefa, gdzie
spoczywały materialne szczątki śmiertelnika Jezusa, owinięte w pogrzebowe
płótna.
Wiemy także, że żadna istota z
wszechświata lokalnego nie brała udziału w morontialnym
przebudzeniu. Widzieliśmy, jak siedem Rajskich osobowości otoczyło grób, ale
nie zauważyliśmy, żeby miały cokolwiek wspólnego z przebudzeniem Mistrza. Jak
tylko Jezus ukazał się obok Gabriela, tuż ponad grobem, siedem osobowości z
Raju dało do zrozumienia, że chcą natychmiast odlecieć do Uversy.
Pozwólcie nam raz na zawsze
wyjaśnić ideę zmartwychwstania Jezusa, oświadczając, co następuje:
1. Jego materialne czy fizyczne ciało nie było częścią jego
wskrzeszonej osobowości. Kiedy Jezus wyszedł z grobu, jego materialne ciało
pozostawało nienaruszone w grobowcu. Ukazał się przed grobowcem, nie
przesuwając kamieni znajdujących się przed wejściem ani nie naruszając pieczęci
Piłata.
2. Nie wyłonił się z grobu ani jako duch, ani też jako Michał z
Nebadonu; nie ukazał się również pod postacią Stwórcy Władcy, tak jak wyglądał
przed inkarnacją w formę cielesną na Urantii.
3. Wyszedł z grobu Józefa bardzo podobny do osobowości morontialnych, takich, które jako wskrzeszone, wznoszące
się morontialne istoty, wyłaniają się z hal zmartwychwstania pierwszego świata-mieszkania
tego lokalnego systemu, Satanii. Istnienie pomnika Michała w samym centrum
rozległych dziedzińców hal zmartwychwstania, w pierwszym mieszkaniu, nasuwa nam
przypuszczenie, że w zmartwychwstaniu Mistrza na Urantii w jakiś sposób brał
udział ten pierwszy system światów-mieszkań.
Po wstaniu z
grobu, pierwszą czynnością Jezusa było powitanie Gabriela i polecenie mu, aby
dalej kierował administracją spraw wszechświatowych, podległy Emanuelowi, a
potem kazał szefowi Melchizedeków, aby przekazał jego braterskie pozdrowienia
Emanuelowi. Po czym prosił Najwyższego Ojca z Edentii, aby uzyskał od
Pradawnych Czasu poświadczenie w sprawie jego śmiertelnego przejścia, a
zwracając się do grup morontialnych z siedmiu
światów-mieszkań, zgromadzonych tutaj aby go powitać i przyjąć swego Stwórcę
jako istotę ich porządku, Jezus wyrzekł pierwsze słowa w swojej pośmiertnej
działalności. Morontialny Jezus powiedział:
„Zakończywszy moje życie w ciele, pozostanę tutaj przez chwilę, w przejściowej
formie, abym dokładniej poznał życie moich wznoszących się istot stworzonych i
dalej objawiał wolę mojego Ojca w Raju”.
Kiedy Jezus to powiedział,
dał sygnał Uosobionemu Dostrajaczowi i wszystkim inteligentnym istotom wszechświatowym,
zgromadzonym na Urantii, aby oglądać zmartwychwstanie, żeby natychmiast zostały
rozesłane do swoich poszczególnych, wszechświatowych zadań.
Teraz Jezus – zaznajomiony
jako istota stworzona z potrzebami życia, które zechciał krótko przeżyć na
Urantii – zaczął spotkania na poziomach morontialnych.
Ta inicjacja do światów morontialnych trwała ponad
godzinę czasu ziemskiego i dwukrotnie była przerywana na życzenie Jezusa, który
chciał się skontaktować ze swymi byłymi towarzyszami w ciele, gdy przyszli z
Jerozolimy, z niedowierzaniem zaglądając do pustego grobu i znajdując to, co
uważali za dowód jego zmartwychwstania.
Teraz śmiertelne przejście
Jezusa – morontialne zmartwychwstanie Syna Człowieczego – zostało zakończone.
Rozpoczęło się przejściowe doświadczenie Mistrza, jako osobowości będącej w
połowie drogi pomiędzy tym, co materialne a tym, co duchowe. Wszystko to
uczynił mocą, tkwiącą w nim samym; żadna osobowość mu w tym nie pomagała. Oto
żyje, jako Jezus morontialny a kiedy zaczynał swoje życie
morontialne, jego materialne ciało leżało nienaruszone w grobie. Żołnierze
wciąż stali na straży a pieczęcie namiestnika na kamieniach nie były jeszcze
złamane.
2. MATERIALNE CIAŁO JEZUSA
Dziesięć po trzeciej, kiedy
wskrzeszony Jezus bratał się z osobowościami morontialnymi,
zgromadzonymi z siedmiu światów-mieszkań Satanii,
szef archaniołów – aniołów zmartwychwstania – zbliżył się do Gabriela i
poprosił o śmiertelne ciało Jezusa. Szef archaniołów powiedział: „Nie możemy
wziąć udziału w morontialnym zmartwychwstaniu, w tej
części obdarzającego doświadczenia Michała, naszego władcy, ale chcielibyśmy,
aby jego śmiertelne szczątki zostały oddane pod naszą opiekę, w celu
natychmiastowego rozkładu. Nie chcemy stosować naszej techniki
dematerializacji; po prostu chcemy użyć procesu przyśpieszonego czasu.
Wystarczy, że widzieliśmy Władcę żyjącego i umierającego na Urantii; moglibyśmy
oszczędzić zastępom niebiańskim nieznośnych wspomnień, przy oglądaniu powolnego
rozkładu ludzkiej postaci Stwórcy i Podtrzymywacza wszechświata. W imieniu
niebiańskich istot inteligentnych całego Nebadonu, proszę o powierzenie w moje
ręce śmiertelnego ciała Jezusa z Nazaretu i upoważnienie nas do rozpoczęcia
jego natychmiastowego rozkładu”.
Po tym jak Gabriel naradził się ze
starszym, Najwyższym Ojcem z Edentii, archanioł, rzecznik niebiańskich
zastępów, otrzymał zgodę na rozporządzanie fizycznymi szczątkami Jezusa, tak
jak uzna za stosowne.
Po tym, jak przychylono się do
prośby szefa archaniołów, wezwał on na pomoc wielu swoich towarzyszy, oraz
znaczną liczbę zastępów, reprezentujących wszystkie klasy osobowości
niebiańskich i wtedy, z pomocą pośrednich z Urantii, przystąpił do przejęcia
materialnego ciała Jezusa. To martwe teraz ciało było tworem czysto
materialnym; to było fizyczne i ludzkie ciało; nie mogło zostać usunięte z
grobu tak, jak morontialna forma zmartwychwstania
mogła opuścić zapieczętowany grób. Dzięki pomocy pewnych pomocniczych
osobowości morontialnych, morontialna
forma może być raz ukształtowana jako duch, tak, że może być obojętna na zwykłą
materię, a kiedy indziej może być dostrzegalna i dotykalna przez istoty
materialne, takie, jakimi są śmiertelnicy tej domeny.
Kiedy szykowano się do usunięcia
ciała Jezusa z grobu, aby je poddać dostojnej i czci pełnej likwidacji przez
prawie natychmiastowy rozkład, kazano pośrednim wtórnym z Urantii odtoczyć
kamienie z wejścia do grobu. Większy z tych dwu kamieni miał kształt wielkiego
koła, podobny był do kamienia młyńskiego i poruszał się w wyżłobieniu wykutym w
skale, aby mógł być toczony tam z powrotem dla otwierania czy zamykania grobu.
Kiedy stojący na straży żydowscy strażnicy i rzymscy żołnierze ujrzeli w bladym
świetle poranka, jak olbrzymi kamień zaczyna się toczyć od wejścia do grobu,
najwyraźniej o własnych siłach – bez jakichkolwiek widzialnych środków
wywołujących taki ruch – zdjął ich strach i wpadli w panikę i pośpiesznie
stamtąd uciekli. Żydzi uciekli do swych domów, po czym wrócili do Świątyni, aby
zrelacjonować sprawę swemu kapitanowi. Rzymianie uciekli do fortecy Antonia i
złożyli raport setnikowi o tym, co widzieli, jak tylko zjawił się na służbie.
Żydowscy przywódcy zaczęli plugawy
interes, żeby się pozbyć Jezusa, oferując łapówkę zdradzieckiemu Judaszowi i
teraz, kiedy stanęli w obliczu tak żenującej sytuacji, zamiast pomyśleć o
ukaraniu strażników, którzy opuścili posterunek, uciekli się do przekupienia
tych strażników i żołnierzy rzymskich. Każdemu z tych dwudziestu ludzi
wypłacili pewną sumę pieniędzy i polecili, aby mówili wszystkim: „Kiedy
spaliśmy w nocy, jego uczniowie przyszli i zabrali ciało”. I żydowscy przywódcy
solennie obiecali żołnierzom, że będą ich bronić przed Piłatem, gdyby
kiedykolwiek doszło do uszu namiestnika, że wzięli łapówkę.
Chrześcijańska wiara w
zmartwychwstanie opiera się na fakcie „pustego grobu”. Istotnie faktem
jest, że grób był pusty, ale to nie jest prawda o zmartwychwstaniu.
Kiedy przybyli pierwsi wierzący, grób rzeczywiście był pusty i ten fakt, w
połączeniu z niewątpliwym zmartwychwstaniem Mistrza, doprowadził do sformułowania
wierzenia, które nie jest prawdą – nauczania, że materialne ciało Jezusa
zmartwychwstało z grobu. Prawda, mająca do czynienia z rzeczywistościami
duchowymi i wiecznymi wartościami, nie zawsze może być tworzona przez łączenie
dostrzegalnych faktów. Chociaż poszczególne fakty mogą być materialnie
prawdziwe, nie musi z tego wynikać, że połączenie grupy faktów musi koniecznie
prowadzić do poprawnych, duchowych wniosków.
Grób Józefa był pusty nie dlatego,
że ciało Jezusa zostało odtworzone czy wskrzeszone, ale dlatego, że zastępy
niebiańskie uzyskały zgodę na to, aby dokonać specjalnego i jedynego w swoim
rodzaju rozkładu, powrotu „prochu do prochu”, bez opóźnień czasowych i bez
udziału zwykłego, widzialnego procesu śmiertelnego rozkładu oraz materialnego
psucia.
Śmiertelne szczątki Jezusa
przeszły taki sam, naturalny proces rozpadu na pierwiastki składowe, jaki jest
charakterystyczny dla wszystkich ciał ludzkich na Ziemi, oprócz tego, że z
punktu widzenia czasowego ten naturalny proces rozkładu został ogromnie
przyśpieszony, doprowadzony do tego punktu, w którym stał się prawie
momentalny.
Prawdziwe dowody zmartwychwstania
Michała są natury duchowej, chociaż nauczanie o zmartwychwstaniu potwierdzone
jest świadectwami wielu śmiertelników tej domeny, którzy spotkali
zmartwychwstałego, morontialnego Mistrza, rozpoznali go i z nim rozmawiali.
Stał się on częścią osobistych przeżyć prawie tysiąca istot ludzkich, zanim w
końcu opuścił Urantię.
3.
ZMARTWYCHWSTANIE NA KONIEC SYSTEMU
SPRAWIEDLIWOŚCI
Niedługo po
wpół do piątej, tego niedzielnego ranka, Gabriel wezwał do siebie archaniołów i
był gotów zacząć generalne zmartwychwstanie na koniec adamicznego
systemu sprawiedliwości na Urantii. Kiedy rozległe zastępy serafinów i
cherubinów, biorących udział w tym wielkim wydarzeniu, zostały uporządkowane we
właściwej formacji, zjawił się przed Gabrielem morontialny
Michał i powiedział: „Tak jak mój Ojciec ma życie w sobie, tak dał je Synowi,
aby miał życie w sobie. Choć jeszcze nie zacząłem w pełni sprawować na nowo wszechświatowej
jurysdykcji, to ograniczenie, które sam sobie narzuciłem, w żaden sposób nie
ogranicza obdarzania życiem moich śpiących synów; niech zacznie się apel
planetarnego zmartwychwstania”.
Wtedy to
obwód archaniołów po raz pierwszy zaczął działać z Urantii. Gabriel i zastępy
archaniołów udały się do miejsca duchowej biegunowości planety, a kiedy Gabriel
dał sygnał, do pierwszego systemu światów-mieszkań nadano głos Gabriela,
mówiący: „Na polecenie Michała, niech wstaną zmarli z systemu sprawiedliwości
Urantii!”. Wtedy wszyscy przetrwali śmiertelnicy z gatunku ludzkiego, którzy
zasnęli od czasów Adama, a którzy nie poszli wcześniej na sąd, zjawili się w
halach zmartwychwstania mieszkań, gotowi na morontialną
inwestyturę. I w mgnieniu oka serafini oraz ich towarzysze byli gotowi do
odlotu do światów-mieszkań. Zazwyczaj ci seraficzni opiekunowie, którzy kiedyś
przydzieleni byli do grupowej opieki nad przetrwałymi śmiertelnikami, powinni
być w halach zmartwychwstania mieszkań podczas przebudzenia tych śmiertelników,
jednak tym razem byli na tym świecie, gdyż Gabriel musiał być tutaj w związku z
morontialnym zmartwychwstaniem Jezusa.
Pomimo tego,
że niezliczone jednostki, posiadające osobistych opiekunów seraficznych i te,
które osiągnęły wymagane wyniki w rozwoju osobowości duchowej, poszły do
mieszkań w tych epokach, które nastały po czasach Adama i Ewy i chociaż było
wiele specjalnych oraz milenijnych zmartwychwstań dla synów z Urantii, to był
trzeci apel, albo kompletne zmartwychwstanie na koniec systemu sprawiedliwości.
Pierwsze nastąpiło w czasie przybycia Księcia Planetarnego, drugie w czasach
Adama a to trzecie uświetniło morontialne zmartwychwstanie, śmiertelne
przejście Jezusa z Nazaretu.
Kiedy sygnał
planetarnego zmartwychwstania został odebrany przez szefa archaniołów,
Uosobiony Dostrajacz Syna Człowieczego zrzekł się swej władzy nad zastępami
niebiańskimi, zgromadzonymi na Urantii i przekazał z powrotem wszystkich tych
synów wszechświata lokalnego pod jurysdykcję ich poszczególnych dowódców. I
kiedy to zrobił, odleciał do Salvingtonu, żeby
zarejestrować wraz z Emanuelem, zakończenie tranzytu śmiertelnika Michała.
Zaraz za nim podążyły wszystkie niebiańskie zastępy, nie mające już obowiązków
do pełnienia na Urantii. Gabriel jednak pozostał na Urantii, razem z morontialnym Jezusem.
Jest to opowieść o zdarzeniach,
towarzyszących zmartwychwstaniu Jezusa, jak obserwowane były przez naocznych
świadków, nie ograniczonych częściową i zawężoną, ludzką zdolnością widzenia.
4. ODKRYCIE PUSTEGO GROBU
Gdy dochodzimy do momentu
zmartwychwstania Jezusa, w ten niedzielny poranek, należy przypomnieć, że
dziesięciu apostołów zatrzymało się w domu Eliasza i Marii Marków, gdzie spali
w górnej izbie, odpoczywając na tych samych leżankach, na których leżeli w czasie
ostatniej wieczerzy ze swym Mistrzem. Tego, niedzielnego ranka, zebrali się
tutaj wszyscy, za wyjątkiem Tomasza. Tomasz był z nimi tylko kilka minut,
późnym wieczorem w sobotę, kiedy to po raz pierwszy zebrali się razem, jednak
widok apostołów, razem z myślą o tym, co przydarzyło się Jezusowi, był dla
niego nie do zniesienia. Popatrzył na swoich towarzyszy i zaraz wyszedł z
pokoju i poszedł do domu Szymona w Betfage, gdzie w samotności chciał przeboleć
swoje utrapienia. Wszyscy apostołowie cierpieli, nie tyle z powodu zwątpienia i
rozpaczy, ile ze strachu, smutku i wstydu.
W domu Nikodema zebrali się Dawid Zebedeusz, Józef
z Arymatei oraz około dwunastu czy piętnastu wybitniejszych uczniów Jezusa,
którzy mieszkali w Jerozolimie. W domu Józefa z Arymatei przebywało około
piętnaście czy dwadzieścia wyróżniających się, wierzących kobiet. Kobiety te
przebywały same w domu Józefa, gdzie się zamknęły na dzień szabatu i wieczór po
szabacie, tak, że nic nie wiedziały o uzbrojonej straży stojącej przy grobie, ani
też o tym, że drugi kamień został zatoczony przed wejście grobowca i że oba
kamienie zostały opieczętowane pieczęcią Piłata.
W niedzielę rano, tuż przed
trzecią, gdy pierwsze zwiastuny dnia zajaśniały na wschodzie, pięć kobiet
poszło do grobu Jezusa. Przygotowały znaczną ilość specjalnych płynów
balsamujących i niosły ze sobą dużo lnianych bandaży. Chciały dokładniej
dokonać śmiertelnego namaszczenia ciała Jezusa oraz staranniej owinąć go w nowe
bandaże.
Tymi kobietami, które szły
namaścić ciało Jezusa, były: Maria Magdalena, Maria, matka bliźniaków Alfeusza, Salome, matka braci Zebedeuszów, Joanna, żona Chuzy i Zuzanna, córka Ezry z
Aleksandrii.
Około wpół do czwartej pięć
kobiet, niosących olejki namaszczające, dotarło do pustego grobu. Gdy
przechodziły bramę damasceńską, natknęły się na kilku żołnierzy, mniej czy
bardziej zdjętych panicznym strachem, uciekających do miasta i to sprawiło, że
zatrzymały się na chwilę; ale skoro nic więcej się nie działo, poszły dalej
swoją drogą.
Były bardzo zdziwione, gdy
zobaczyły kamień odtoczony od wejścia do grobu, zważywszy, że idąc mówiły
między sobą: „Kto nam pomoże odtoczyć kamień?”. Położyły swoje pakunki i
patrzyły jedna na drugą, w strachu i w wielkim zdumieniu. Kiedy tak stały,
drżąc ze strachu, Maria Magdalena obeszła mniejszy kamień i odważyła się wejść
do otwartego grobu. Grobowiec Józefa był w jego ogrodzie, na stoku wzgórza, po
wschodniej stronie drogi i zwrócony był również ku wschodowi. O tej godzinie
było na tyle brzasku nowego dnia, że Maria mogła zobaczyć miejsce, gdzie
złożono ciało Mistrza i zauważyć jego brak. W kamiennej niszy, gdzie złożono
Jezusa, Maria spostrzegła tylko złożony kawałek materiału tam, gdzie spoczywała
głowa oraz bandaże, którymi był owinięty, leżące nienaruszone i tak jak je zostawiono
na kamieniu, zanim niebiańskie zastępy zabrały ciało. Okrywające prześcieradło
leżało na ziemi w niszy grobowej.
Gdy przez kilka chwil Maria stała
w wejściu do grobowca (gdy pierwszy raz weszła do grobowca nie widziała
wyraźnie) a widząc, że ciało Jezusa znikło a na jego miejscu leżą tylko całuny,
wydała okrzyk trwogi i boleści. Wszystkie kobiety były bardzo niespokojne; od
czasu, gdy spotkały w bramie miasta wystraszonych żołnierzy, ich nerwy były na
granicy wytrzymałości i kiedy Maria wydała ten krzyk boleści, ogarnęło ich
przerażenie i szybko uciekły. Nie zatrzymały się, aż przebiegły całą drogę do
bramy damasceńskiej. W tym czasie Joannę opanowały wyrzuty sumienia, że
zostawiły Marię; zebrała swoje koleżanki i ruszyły z powrotem do grobu.
Gdy się zbliżały do grobu,
przestraszona Magdalena, która się jeszcze bardziej przeraziła, gdy po wyjściu
z grobu nie znalazła czekających ją sióstr, teraz popędziła do nich, krzycząc w
podnieceniu: „Nie ma go tam – zabrali go!”. I poprowadziła ich z powrotem do
grobu a kiedy wszystkie tam weszły, zobaczyły, że grób jest pusty.
Pięć kobiet usiadło na kamieniu
przy wejściu i omawiało sytuację. Jeszcze nie przyszło im na myśl, że Jezus
zmartwychwstał. Cały szabat pozostawały same i przypuszczały, że ciało przeniesiono
do jakiegoś innego miejsca spoczynku. Ale kiedy rozważały takie rozwiązanie
dylematu, nie potrafiły wytłumaczyć porządku ułożenia całunów; jak można zabrać
ciało, skoro te właśnie bandaże, w które było owinięte, pozostały na swoim
miejscu i najwyraźniej nietknięte na półce grobowej?
Gdy o świtaniu nowego dnia kobiety
siedziały u grobu, spojrzały w bok i spostrzegły obcego człowieka, milczącego i
stojącego bez ruchu. Na chwilę znowu się wystraszyły, ale Maria Magdalena
podbiegła w jego kierunku i zwracając się do niego, jak gdyby myślała, że to
stróż ogrodu, powiedziała: „Gdzie zabraliście Mistrza? Gdzie oni go złożyli?
Powiedz nam, abyśmy mogły go znaleźć”. Kiedy nieznajomy nie odpowiadał, Maria
zaczęła płakać. Wtedy Jezus odezwał się do wszystkich kobiet: „Kogo szukacie?”.
Maria odpowiedziała: „Szukamy Jezusa, który został złożony na spoczynek w
grobowcu Józefa, ale tam go nie ma. Czy nie wiesz, gdzie mogli go zabrać”?
Wtedy Jezus rzekł: „Czy ten Jezus nie mówił wam, jeszcze w Galilei, że umrze, ale
zmartwychwstanie?”. Te słowa wstrząsnęły kobietami, ale Mistrz tak był
zmieniony, że przy nikłym świetle za jego plecami, jeszcze go nie poznały.
Kiedy rozważały jego słowa, on zwrócił się do Magdaleny znajomym głosem:
„Mario”. I kiedy Maria usłyszała to słowo, dobrze jej znanej życzliwości i
miłującego pozdrowienia, wiedziała, że to głos Mistrza, pobiegła i klękając u
jego stóp, zawołała: „Mój Pan i mój Mistrz!”. Kiedy wszystkie pozostałe kobiety
rozpoznały, że to Mistrz stoi przed nimi w gloryfikowanej formie, one też
szybko przed nim uklękły.
Oczy ludzkie mogły zobaczyć morontialną postać Jezusa, ponieważ służby specjalne istot
przekształcających i pośrednich, razem z pewnymi osobowościami morontialnymi, towarzyszyły wtedy Jezusowi.
Maria chciała objąć stopy Jezusa,
ale on powiedział: „Nie dotykaj mnie, Mario, gdyż nie jestem takim, jakiego
znałaś mnie w ciele. Pod tą postacią zostanę z wami jakiś czas, zanim wstąpię
do Ojca. Ale idźcie wszystkie i powiedzcie moim apostołom – i Piotrowi – że
zmartwychwstałem i że rozmawiałyście ze mną”.
Gdy kobiety pozbierały się z szoku
i zdziwienia, pośpieszyły z powrotem do miasta i do domu Eliasza Marka, gdzie
opowiedziały dziesięciu apostołom wszystko to, co im się przydarzyło; ale
apostołowie nie chcieli im wierzyć. Najpierw myśleli, że kobiety widziały
zjawę, ale kiedy Maria Magdalena powtórzyła słowa Jezusa, które im rzekł i
kiedy Piotr usłyszał swoje imię, wybiegł z górnej komnaty a tuż za nim Jan i w
wielkim pośpiechu pognali do grobu, aby sami mogli to wszystko zobaczyć.
Kobiety powtórzyły całą
historię o rozmowie z Jezusem innym apostołom, ale oni nie chcieli im wierzyć i
nie poszli sami tego sprawdzić, tak jak to zrobił Piotr i Jan.
5. PIOTR I JAN PRZY GROBIE
Gdy dwóch apostołów biegło w
kierunku Golgoty i grobu Józefa, myśli Piotra wahały się między obawą a
nadzieją; bał się spotkać Mistrza, ale jego nadzieja została rozbudzona tym, że
Jezus przesłał mu specjalną wiadomość. Częściowo był przekonany, że Jezus
naprawdę żyje; przypomniał sobie obietnicę zmartwychwstania na trzeci dzień.
Rzecz osobliwa, że ta obietnica nie przyszła mu na myśl od czasu ukrzyżowania
aż do tego momentu, gdy śpiesznie podążał przez Jerozolimę na północ. Gdy Jan
wybiegł z miasta, dziwna ekstaza radości i nadziei tryskała mu w duszy. Po
części był przekonany, że kobiety naprawdę widziały zmartwychwstałego Mistrza.
Jan, będąc młodszy od Piotra,
wyprzedził go i pierwszy przybiegł do grobu. Jan ociągał się przy wejściu,
oglądając grób, który wyglądał dokładnie tak, jak go opisywała Maria. Wkrótce
nadbiegł Szymon Piotr a wchodząc do środka, zobaczył ten sam pusty grób, z
całunami tak dziwnie ułożonymi. I kiedy Piotr wyszedł na zewnątrz, Jan wszedł
do środka i sam wszystko zobaczył a potem usiedli na kamieniu, żeby rozważać
sens tego, co widzieli i słyszeli. I kiedy tak siedzieli, rozważali wszystko,
co im mówiono Jezusie, ale nie mogli jasno zrozumieć tego, co się stało.
Najpierw Piotr poddał myśl, że
grób został ograbiony, że wrogowie wykradli ciało, być może przekupieni
strażnicy. Jan jednak dowodził, że raczej nie zostawiono by grobu w takim
porządku, gdyby ciało zostało skradzione a także zadał pytanie, jak to się
stało, że bandaże pozostawiono najwyraźniej nietknięte. I znowu obydwaj weszli
do grobu, żeby się lepiej przyjrzeć całunom. Gdy po raz drugi wyszli z grobu,
spotkali Marię Magdalenę, która wróciła i płakała przed wejściem. Maria poszła
do apostołów, wierząc, że Jezus zmartwychwstał z grobu, ale kiedy nikt nie
chciał wierzyć jej opowieści, była przygnębiona i zrozpaczona. Pragnęła wrócić
w pobliże grobu, gdzie jak sądziła, słyszała znajomy głos Jezusa.
Gdy po odejściu Piotra i Jana
Maria pozostała sama, Mistrz znowu jej się ukazał i powiedział: „Nie wątp; miej
odwagę uwierzyć w to, co widziałaś i słyszałaś. Wróć do apostołów i jeszcze raz
im powiedz, że zmartwychwstałem, że się im ukażę i że wkrótce pójdę przed nimi
do Galilei, tak jak obiecałem”.
Maria pobiegła do domu Marka i
powiedziała apostołom, że znowu rozmawiała z Jezusem, ale nie chcieli jej
wierzyć. Kiedy jednak Piotr i Jan wrócili, przestali się wyśmiewać a
przepełniły ich obawy i trwoga.