CZĘŚĆ
III
HISTORIA
URANTII
Przekazy
te były przygotowane pod nadzorem korpusu
osobowości
z wszechświata lokalnego,
działających
z upoważnienia
Gabriela
z Salvingtonu.
PRZEKAZ
57
POCHODZENIE
URANTII
GDY PREZENTUJEMY fragmenty z archiwów jerusemskich
dotyczące zapisów o Urantii, nawiązujące do okoliczności poprzedzających jej
powstanie oraz do jej wczesnej historii, liczymy czas zgodnie z naszymi
instrukcjami, w jednostkach
używanych współcześnie – według obecnego kalendarza z rokiem przestępnym, gdzie
na rok przypada średnio 365¼ dnia. Chociaż zapisane są dokładne daty, z
reguły nie będziemy ich podawać. Będziemy zaokrąglać do najbliższej, pełnej
liczby, co jest lepszym sposobem prezentowania tych historycznych faktów.
Kiedy
nawiązujemy do jakiegoś wydarzenia, określając, że zaszło milion czy dwa
miliony lat temu, chcemy umiejscowić to zdarzenie taką właśnie ilość lat
wstecz, od wczesnych dekad dwudziestego wieku ery chrześcijańskiej. Dlatego
będziemy obrazować te odległe w czasie wydarzenia, jako występujące w równych
odstępach tysięcy, milionów i miliardów lat.
1. MGŁAWICA ANDRONOVER
Urantia
pochodzi od waszego Słońca a wasze Słońce jest jednym z różnorodnych potomków
mgławicy Andronover, zorganizowanej kiedyś jako część składowa mocy fizycznej i
substancji materialnej wszechświata lokalnego Nebadonu. Ta wspaniała mgławica
powstała dawno temu, w superwszechświecie Orvonton, z wszechświatowego
obciążenia-siły przestrzeni.
W
tym czasie, kiedy zaczyna się ta opowieść, Pierwotni Nadrzędni Organizatorzy
Siły z Raju dawno już sprawowali pełną kontrolę nad tymi energiami kosmicznymi,
które później utworzyły mgławicę Andronover.
987.000.000.000 lat temu, pomocniczy organizator siły,
pełniący wtedy obowiązki inspektora numer 811.307 w grupie Orvontonu, po
wylocie z Uversy zameldował Pradawnym Czasu, że warunki przestrzenne są
korzystne dla zapoczątkowania fenomenu materializacji w pewnym sektorze,
wschodniego wówczas segmentu Orvontonu.
900.000.000.000 lat temu archiwa Uversy potwierdzają,
że odnotowano zezwolenie, wydane dla rządu superwszechświata przez Radę
Równowagi z Uversy, upoważniające do wysłania organizatora siły, wraz z
personelem, w rejon wcześniej wyznaczony przez inspektora o numerze 811.307.
Władze Orvontonu upoważniły pierwszego odkrywcę tego, potencjalnego
wszechświata, do wykonania zarządzenia Pradawnych Czasu, nakazującego
sformowanie nowej kreacji materialnej.
Zapis
mówiący o tym zezwoleniu nadmienia, że organizator mocy już wcześniej wyleciał
z Uversy wraz personelem w długą podróż do wschodniego sektora przestrzeni,
gdzie wkrótce rozpoczęto żmudne działania, w wyniku których pojawiła się nowa
kreacja materialna w Orvontonie.
875.000.000.000 lat temu olbrzymia mgławica Andronover,
numer 876.926, została odpowiednio zapoczątkowana. Do zapoczątkowania tego
zawirowania energii, które się w końcu rozwinęło w rozległy cyklon
przestrzenny, potrzeba było tylko obecności organizatora siły i związanego z
nim personelu. Po zapoczątkowaniu takich obrotów mgławicowych, żywi
organizatorzy siły po prostu odlecieli, prostopadle do płaszczyzny obrotowej
dysku, a później właściwości nieodłączne energii zapewniły stopniową i
uporządkowaną ewolucję tego, nowego układu materialnego.
Mniej
więcej w tym czasie zaczyna się opowieść o funkcjonowaniu osobowości
superwszechświatowych. W rzeczywistości historia ta rozpoczyna się w tym
właśnie momencie – mniej więcej wtedy, gdy rajscy organizatorzy siły
przygotowują się do powrotu, dostosowawszy warunki energii-przestrzeni do
działalności dyspozytorów mocy i kontrolerów fizycznych superwszechświata
Orvontonu.
2. PIERWSZE STADIUM MGŁAWICOWE
Wszystkie
ewolucyjne kreacje materialne powstają z okrągłych, gazowych mgławic; we
wczesnym okresie swego gazowego istnienia wszystkie takie powstające mgławice
są okrągłe. W miarę starzenia, stają się one zazwyczaj spiralne, a kiedy kończy
się formowanie słońc, przekształcają się w gromady gwiazd albo w ogromne
słońca, otoczone zróżnicowaną liczbą planet, satelitów i mniejszych grup
materii, pod wieloma względami przypominającymi wasz własny, mały Układ
Słoneczny.
800.000.000.000 lat temu kreacja Andronover była dobrze
ustabilizowana, jako jedna ze wspaniałych, powstających mgławic Orvontonu.
Astronomowie z pobliskich wszechświatów, którzy obserwowali to kosmiczne
zjawisko, nie widzieli niczego specjalnego, co mogłoby przykuć ich uwagę.
Obliczenia grawitacji, prowadzone w sąsiednich kreacjach, wykazywały, że
materializacje przestrzenne miały miejsce w rejonach Andronover. Ale nic
ponadto nie wiedziano.
700.000.000.000 lat temu system Andronover nabrał
gigantycznych rozmiarów i dodatkowi kontrolerzy fizyczni zostali wysłani do
dziewięciu otaczających go kreacji materialnych, aby je wesprzeć i zapewnić ich
współdziałanie z centrami mocy tego, nowego układu materialnego, który tak gwałtownie
się rozwijał. W tych odległych czasach, cały materiał przekazany do kolejnych
aktów stworzenia utrzymywał się w granicach ogromnego koła w przestrzeni, które
nie przestawało wirować a po osiągnięciu maksymalnej średnicy, wirowało coraz
szybciej, zagęszczając się jednocześnie i kurcząc.
600.000.000.000 lat temu Andronover weszła w okres
najwyższej aktywizacji energii; mgławica nabrała swej maksymalnej masy. Była
ona wtedy gigantyczną, okrągłą chmurą gazową, zbliżoną w kształcie do
spłaszczonej sferoidy. Był to wczesny okres formowania się różnorodnych mas i
zmiennej prędkości obrotowej. Grawitacja i inne wpływy miały wkrótce zacząć
pracować nad przemianą gazów kosmicznych w zorganizowaną materię.
3. DRUGIE STADIUM MGŁAWICOWE
Ta
ogromna mgławica zaczęła teraz stopniowo nabierać formy spiralnej i stawała się
dobrze widoczna dla astronomów, nawet w odległych wszechświatach. Taka jest
zazwyczaj historia większości mgławic; zanim zaczną one wyrzucać słońca i
tworzyć wszechświat, kosmiczne mgławice w stadium drugim są zwykle zauważalne
jako zjawisko spiralne.
W
tamtej, odległej epoce, pobliscy obserwatorzy gwiezdni, spostrzegając
przeobrażenie mgławicy Andronover, widzieli dokładnie to, co widzą astronomowie
dwudziestego wieku, kiedy penetrują swymi teleskopami przestrzeń, w
poszukiwaniu współczesnych mgławic spiralnych w sąsiadującej przestrzeni
zewnętrznej.
Mniej
więcej w czasie osiągnięcia maksymalnej masy, grawitacyjna kontrola zawartości
gazowych zaczęła słabnąć i nastąpiło stadium ucieczki gazu, który wybiegał w
formie dwóch oddzielnych, gigantycznych ramion, zaczynających się po
przeciwległych stronach macierzystej masy. Szybki ruch obrotowy ogromnego,
centralnego jądra, wkrótce nadał tym dwóm uciekającym strumieniom gazu wygląd
spiralny. Proces stygnięcia a potem zagęszczania części tych wystających
ramion, nadał im w końcu kształt węzłowaty. Gęstsze ich części stanowiły
niezmiernie rozległe systemy i podsystemy materii fizycznej, wirujące w
przestrzeni pośród gazowych obłoków mgławicy, utrzymywane jednak bezpiecznie w
granicach grawitacyjnego uchwytu macierzystego okręgu.
Mgławica
zaczęła się jednak kurczyć, a zwiększenie tempa jej obrotów spowodowało dalsze
osłabienie kontroli grawitacyjnej; wkrótce najdalsze, zewnętrzne strefy gazowe
zaczęły się po prostu wymykać spod bezpośredniego wpływu jądra mgławicy,
wybiegając w przestrzeń po orbitach o nieregularnym kształcie a potem wracając
w rejon jądra, aby dopełnić orbity w powtarzającym się cyklu. Był to jednak
tylko przejściowy etap rozwoju mgławicy. Coraz większe tempo obrotów wyrzuciło
wkrótce w przestrzeń ogromne słońca na niezależne orbity.
To
się właśnie działo w mgławicy Andronover wiele epok temu. Krąg energii
powiększał się coraz bardziej, aż osiągnął apogeum swej ekspansji, po czym, gdy
zaczął się kurczyć, wirował coraz szybciej, osiągając w końcu poziom krytyczny
sił odśrodkowych, co zapoczątkowało proces wielkiego rozpadu.
500.000.000.000 lat temu w mgławicy Andronover
narodziło się pierwsze słońce. Płonąca smuga wyrwała się z uchwytu macierzystej
grawitacji i wybiegła w przestrzeń, na samodzielną przygodę w tworzącym się
kosmosie. Jej orbitę określał tor ucieczki. Takie młode słońca szybko nabierają
kształtu kulistego i zaczynają swój długi, pełen wydarzeń byt w kosmosie, jako
gwiazdy. Za wyjątkiem ostatnich jąder mgławicowych, znaczna większość słońc
Orvontonu miała analogiczne pochodzenie. Takie uciekające słońca przechodzą
różne stadia ewolucji a potem funkcjonowania we wszechświecie.
400.000.000.000 lat temu, w mgławicy Andronover zaczął
się okres wychwytywania. W rezultacie stopniowego powiększania się i dalszego
zagęszczania macierzystego jądra, zostało przechwycone wiele pobliskich,
mniejszych słońc. Wkrótce zaczęło się końcowe stadium kondensacji mgławicowej,
ten okres, który zawsze poprzedza ostateczny podział takich ogromnych,
kosmicznych skupisk energii i materii.
Zaledwie
milion lat upłynęło od tej epoki, kiedy Michał z Nebadonu, Syn Stwórcy z Raju,
wybrał tę właśnie, rozpadającą się mgławicę, na miejsce swej przygody – na
tworzenie wszechświata. Prawie natychmiast zabrano się do tworzenia światów
zaprojektowanych, Salvingtonu i stu grup planet, zarządów konstelacji. Na
ukończenie tych grup specjalnie stworzonych światów potrzeba było prawie
miliona lat. Planety zarządów systemów lokalnych powstały w czasie
rozciągającym się od tamtego momentu do około pięciu miliardów lat temu.
300.000.000.000 lat temu orbity słońc Andronover były
już dobrze ustabilizowane a system mgławicowy znajdował się w przejściowym
okresie względnej stabilizacji fizycznej. Mniej więcej w tym czasie personel
Michała przybył do Salvingtonu a rząd Orvontonu, mieszczący się na Uversie,
rozciągnął swą akceptację materialną na wszechświat lokalny Nebadon.
200.000.000.000 lat temu dało się zauważyć coraz
większe kurczenie się i zagęszczanie centralnego skupiska, albo masy jądrowej
Andronover, wraz z wydzielaniem się ogromnych ilości ciepła. Względna
przestrzeń pojawiła się nawet w rejonach zbliżonych do centralnego dysku
macierzystego słońca. Rejony zewnętrzne stawały się coraz bardziej stabilne i
coraz lepiej zorganizowane; niektóre planety, obracające się wokół nowo
powstałych słońc, ostudziły się wystarczająco, żeby można było na nich
zaszczepić życie. Najstarsze zamieszkałe planety Nebadonu datują się z tych
właśnie czasów.
Wtedy
to po raz pierwszy zaczął funkcjonować kompletny mechanizm wszechświata
Nebadonu i kreacja Michała została zarejestrowana na Uversie, jako wszechświat,
który zamieszkują śmiertelnicy i z którego stopniowo się wznoszą.
100.000.000.000 lat temu mgławica doszła do szczytu
procesu zagęszczania; osiągnięty został maksymalny punkt ciśnienia energii
cieplnej. Ten krytyczny etap zapasów pomiędzy grawitacją a ciepłem czasami trwa
całe epoki, ale wcześniej czy później ciepło pokonuje siły grawitacyjne i
rozpoczyna się spektakularna faza rozpraszania słońc. To właśnie cechuje koniec
drugiego stadium mgławicy kosmicznej.
4. TRZECIE I CZWARTE STADIUM
W
pierwszym stadium rozwoju mgławice mają kształt okrągły, w drugim spiralny;
trzecie stadium charakteryzuje się ucieczką pierwszych słońc, podczas gdy
czwarte stadium obejmuje drugi i ostatni cykl ucieczki słońc, przy czym
macierzyste jądro przeobraża się w gromadę gwiazd, bądź też w odosobnione
słońce, funkcjonujące w końcu jako centrum układu słonecznego.
75.000.000.000 lat temu mgławica osiągnęła apogeum
swego stadium rodziny słonecznej. Było to największe nasilenie pierwszego etapu
utraty słońc. Większość tych słońc w międzyczasie weszła w posiadanie
rozległych układów planetarnych, satelitów, ciemnych wysp, komet, meteorów i
chmur pyłu kosmicznego.
50.000.000.000 lat temu zakończyło się pierwsze
stadium rozpraszania słońc; mgławica szybko kończyła trzeci cykl istnienia,
podczas którego zapoczątkowała 876.926 układów słonecznych.
25.000.000.000 lat temu zakończył się trzeci cykl
istnienia mgławicy, który przyniósł tworzenie się oraz względną stabilizację
rozległych układów gwiezdnych, wywodzących się z tej rodzimej mgławicy. Jednak
w centralnej masie, pozostałej z mgławicy, nadal trwał proces fizycznego kurczenia
się i zwiększonego wydzielania ciepła.
10.000.000.000 lat temu zaczął się czwarty cykl
istnienia Andronover. Masa jej jądra osiągnęła maksymalną temperaturę; zbliżał
się punkt krytyczny kondensacji. Pierwotne, rodzime jądro doznawało konwulsji
pod jednoczesnym naciskiem swej własnej kondensacji cieplnej i coraz większego
grawitacyjno-pływowego przyciągania mnóstwa okalających je, uwolnionych układów
słonecznych. Zbliżały się erupcje jądrowe, które miały zapoczątkować drugi cykl
słoneczny mgławicy. Wkrótce miał się rozpocząć czwarty cykl istnienia mgławicy.
8.000.000.000 lat temu rozpoczęły się potężne,
końcowe erupcje. Tylko najbardziej na zewnątrz położone układy są bezpieczne
podczas takiego kosmicznego wrzenia. I to był początek końca mgławicy. Ten
końcowy proces wyrzucania słońc trwał prawie dwa miliardy lat.
7.000.000.000 lat temu Andronover weszła w szczytowy
okres swego ostatecznego rozpadu. Był to czas narodzin ostatnich, większych
słońc, jak również apogeum lokalnych zaburzeń fizycznych.
6.000.000.000 lat temu zakończył się ostateczny
rozpad mgławicy i narodziło się wasze Słońce, pięćdziesiąte szóste, licząc od
końca drugiej rodziny słońc Andronover. Ta końcowa erupcja jądra mgławicy dała
początek grupie 136.702 słońc, w większości samotnych ciał niebieskich.
Całkowita liczba słońc i układów słonecznych, zapoczątkowanych w mgławicy
Andronover, wynosi 1.013.628. Słońc z układami planetarnymi jest 1.013.572.
Nie
ma już majestatycznej mgławicy Andronover, chociaż żyje ona nadal w wielu
słońcach i ich rodzinach planetarnych, wywodzących się z tej macierzystej
chmury kosmicznej. Ostatnia, rdzenna pozostałość tej wspaniałej mgławicy, wciąż
płonie czerwonawym blaskiem i dostarcza nieco światła i ciepła resztkom swej
planetarnej rodziny, liczącej sto sześćdziesiąt pięć światów, które teraz krążą
wokół tej sędziwej matki dwóch wspaniałych pokoleń monarchów światła.
5. POCHODZENIE MONMATII – UKŁADU SŁONECZNEGO URANTII
5.000.000.000 lat temu wasze Słońce było stosunkowo
odosobnionym, jaskrawym ciałem niebieskim, które przygarnęło większość krążącej
w jego zasięgu materii kosmicznej, pozostałej po niedawnych zaburzeniach,
związanych z jego własnymi narodzinami.
Dzisiaj
wasze Słońce osiągnęło względną stabilizację, ale jego trwające jedenaście i
pół roku cykle plam słonecznych zdradzają, że w swej młodości było ono gwiazdą
zmienną. We wczesnych dniach waszego Słońca, jego ciągłe kurczenie się i w
rezultacie stopniowy wzrost temperatury, wywoływały potężne wstrząsy na jego
powierzchni. Te tytaniczne falowania potrzebowały trzech i pół dnia na
dopełnienie cyklu przemiany w natężeniu blasku. Taki niestabilny stan, okresowe
pulsacje, spowodowały, że wasze Słońce stało się bardzo wyczulone na pewne
zewnętrzne oddziaływania, które wkrótce miały nastąpić.
Tak
wyglądała lokalna przestrzeń tuż przed niezwykłym początkiem Monmatii,
taka jest bowiem nazwa rodziny planetarnej waszego Słońca, Układu Słonecznego,
do którego należy wasz świat. Podobne początki ma mniej niż jeden procent
układów planetarnych Orvontonu.
4.500.000.000 lat temu, zaczął się zbliżać do tego,
odosobnionego Słońca, ogromny układ Angona. W centrum tego, wielkiego układu,
znajdował się czarny olbrzym kosmiczny, lity, wysoce naładowany energią i
posiadający ogromną siłę przyciągania.
Kiedy
Angona zbliżyła się do Słońca, w momentach maksymalnego natężenia słonecznych
pulsacji strumienie materii gazowej wystrzelały w przestrzeń, jak gigantyczne
języki słoneczne. Z początku, te płonące języki gazowe zawsze wpadały z
powrotem w Słońce, kiedy jednak Angona podchodziła coraz bliżej, siła
przyciągania tego gigantycznego przybysza stała się tak wielka, że języki
płonącego gazu zaczęły się w niektórych miejscach rozrywać, ich podstawa
wpadała w Słońce, podczas gdy sekcje zewnętrzne oddzielały się, formując niezależne
ciała materialne, meteoryty słoneczne, które natychmiast zaczynały biec wokół
Słońca po swych własnych, eliptycznych orbitach.
W
miarę zbliżania się układu Angona, wyrzuty materii słonecznej stawały się coraz
większe; coraz więcej materii wyrywane było ze Słońca, aby stać się ciałami
krążącymi niezależnie w otaczającej przestrzeni. Sytuacja taka trwała około
pięćset tysięcy lat, do tego momentu, kiedy Angona podeszła najbliżej Słońca, a
wtedy Słońce, w związku z jedną ze swoich okresowych konwulsji, uległo
częściowemu rozerwaniu; po przeciwległych jego stronach zostały wyrzucone
równocześnie ogromne masy materii. Od strony Angony wyciągnięta została
rozległa kolumna gazów słonecznych, nieco spiczasta po obu końcach i znacznie
wybrzuszona pośrodku, która na trwałe wyrwała się spod bezpośredniego wpływu
przyciągania Słońca.
Ta
wielka kolumna gazów słonecznych, oderwana od Słońca, przekształciła się
później w dwanaście planet Układu Słonecznego. W reakcji na to gaz wyrzucony po
przeciwległej stronie Słońca, w pływowej harmonii z oderwaniem się
gigantycznego protoplasty Układu Słonecznego, zagęścił się w międzyczasie,
przybierając postać meteorów i pyłu kosmicznego Układu Słonecznego, chociaż
bardzo dużo tej materii zostało wychwycone przez grawitację Słońca, po tym, jak
układ Angona odszedł daleko w przestrzeń.
Chociaż
Angonie udało się wyrwać pierwotne tworzywo planet Układu Słonecznego, jak
również ogromne ilości materii krążącej teraz wokół Słońca jako asteroidy i
meteory, nie udało się jej jednak pozyskać dla siebie nawet cząstki materiału
słonecznego. Przybyły układ nie podszedł odpowiednio blisko, aby przywłaszczyć
sobie jakąkolwiek substancję pochodzenia słonecznego, podszedł jednak na
wystarczającą odległość, żeby wyciągnąć w przestrzeń, dzielącą dwa ciała
kosmiczne, cały materiał tworzący dzisiejszy Układ Słoneczny.
Niedługo
potem, w mniej masywnych, stożkowatych końcach tego gigantycznego wybrzuszenia,
jakie Angona siłą swej grawitacji zdołała wyrwać ze Słońca, ze stygnących i
zagęszczających się jąder uformowało się w miniaturze pięć wewnętrznych i pięć
zewnętrznych planet, podczas gdy Saturn i Jowisz utworzyły się z bardziej
masywnych, wybrzuszonych części centralnych. Potężna siła przyciągania Jowisza
i Saturna wcześnie wychwyciła większą część materiału, przywłaszczonego od
Angony, o czym świadczy wsteczny ruch niektórych ich satelitów.
Jowisz
i Saturn, pochodzące z samego środka tej gigantycznej kolumny przegrzanych
gazów słonecznych, zawierały tak wiele silnie rozgrzanego materiału
słonecznego, że świeciły jasnym światłem i emitowały ogromne ilości energii
cieplnej; były to w rzeczywistości wtórne słońca, przez krótki czas po ich
powstaniu w charakterze odrębnych ciał niebieskich. Te dwie, największe planety
Układu Słonecznego, po dziś dzień pozostają w dużej mierze gazowe, nie
schłodziwszy się jeszcze na tyle, aby osiągnąć stopień zupełnego zagęszczenia
czy zestalenia.
Kurczące
się, gazowe jądra pozostałych dziesięciu planet osiągnęły wkrótce stan
zestalenia, skutkiem czego zaczęły przyciągać do siebie coraz więcej materii
meteorytowej, krążącej w pobliskiej przestrzeni. Światy Układu Słonecznego
miały więc podwójne pochodzenie, były to jądra skondensowanego gazu, później
powiększone, dzięki wychwyceniu ogromnych ilości meteorów. Co prawda wciąż wychwytują
one meteory, jednak w znacznie mniejszych ilościach.
Planety
nie krążą wokół Słońca w równikowej płaszczyźnie ich słonecznej matki, co
miałoby miejsce wtedy, gdyby zostały wyrzucone na skutek wirowania Słońca.
Krążą raczej w płaszczyźnie słonecznego wyrzutu materii w kierunku Angony,
który nastąpił pod znacznym kątem do płaszczyzny słonecznego równika.
Podczas
kiedy Angona nie zdołała przechwycić nawet małej ilości masy słonecznej, wasze
Słońce dodało do swojej, przeobrażającej się rodziny planetarnej, nieco materii
kosmicznej od układu przybysza. Ze względu na silne pole grawitacyjne Angony,
zależne od niej planety biegły po orbitach znacznie oddalonych od ciemnego
olbrzyma i wkrótce po wyrzuceniu pierwotnej masy Układu Słonecznego, kiedy
Angona pozostawała jeszcze blisko Słońca, trzy główne planety układu Angony
podeszły tak blisko protoplasty Układu Słonecznego, że siła jego przyciągania,
powiększona przez przyciąganie Słońca, wystarczyła do przewyższenia uchwytu
grawitacyjnego Angony i do trwałego odłączenia trzech planet, krążących
dotychczas wokół niebiańskiego wędrowcy.
Całość
materiału Układu Słonecznego, pochodzącego od Słońca, miała z początku
jednolity kierunek krążenia orbitalnego i gdyby nie wtargnięcie tych trzech
obcych ciał niebieskich, cały materiał Układu Słonecznego wciąż zachowałby ten
sam kierunek ruchu orbitalnego. Zdarzyło się jednak, że wpływ trzech planet,
zależnych wcześniej od Angony, wprowadził nowe i obce siły kierunkowe do
kształtującego się Układu Słonecznego, w wyniku czego pojawił się ruch
wsteczny. W każdym układzie astronomicznym ruch wsteczny zawsze jest
przypadkowy i pojawia się na skutek kolizyjnego wpływu obcych ciał kosmicznych.
Kolizje takie nie zawsze wywołują ruch wsteczny, jednakże ruch wsteczny nie
występuje nigdzie poza tymi układami, które zawierają masy o różnorodnym
pochodzeniu.
6. STADIUM UKŁADU SŁONECZNEGO – ERA FORMOWANIA SIĘ PLANET
Po
narodzinach Układu Słonecznego nastąpił okres osłabienia erupcji słonecznych.
Przez kolejne pięćset tysięcy lat Słońce coraz rzadziej wyrzucało coraz
mniejsze ilości materii w otaczającą je przestrzeń. Jednak w tym wczesnym
okresie niestabilnych orbit, kiedy ciała otaczające Słońce podchodziły
najbliżej do niego, słoneczny rodzic był w stanie odzyskać znaczną ilość materiału
meteorytowego.
Najbliższe
Słońcu planety jako pierwsze spowalniały swe obroty, na skutek oporu pływowego.
Tego rodzaju wpływy grawitacyjne przyczyniają się również do stabilizacji orbit
planetarnych, chociaż działają jako hamulec na ich obroty wokół własnej osi,
powodując, że planeta obraca się coraz wolniej, aż do ustania ruchu obrotowego,
pozostawiając jedną swą półkulę zawsze zwróconą ku Słońcu albo większemu ciału,
jak to widać na przykładzie planety Merkury oraz Księżyca, który zawsze jest
zwrócony tą samą stroną do Urantii.
Kiedy
tarcia pływowe Księżyca i Ziemi się wyrównają, Ziemia zawsze będzie zwracać się
tą samą półkulą w kierunku Księżyca a dzień i miesiąc będą miały taką samą
długość, około czterdziestu siedmiu dni. Po osiągnięciu takiej stabilizacji
orbit, tarcia pływowe zaczną działać odwrotnie, nie odpychając już Księżyca od
Ziemi, ale stopniowo zaczną przyciągać satelitę do planety. A potem, w odległej
przyszłości, kiedy Księżyc zbliży się na około osiemnaście tysięcy kilometrów
do Ziemi, działalność grawitacji ziemskiej spowoduje rozerwanie Księżyca i ta
pływowo-grawitacyjna eksplozja rozdrobni Księżyc na małe części, które mogą
gromadzić się wokół świata jako pierścienie materii, na podobieństwo pierścieni
Saturna, albo też mogą stopniowo spadać na Ziemię jako meteory.
Jeśli
ciała kosmiczne mają podobne rozmiary i gęstość, może nastąpić zderzenie. Ale
kiedy dwa ciała, o podobnej gęstości, mają relatywnie nierówne rozmiary,
wówczas, jeśli mniejsze stopniowo zbliża się do większego, następuje rozerwanie
mniejszego, kiedy promień jego orbity będzie mniejszy od dwu i pół krotnego
promienia większego ciała. Kolizje między kosmicznymi olbrzymami są dosyć
rzadkie, ale takie grawitacyjno-pływowe rozerwania mniejszych ciał zdarzają się
dość często.
Spadające
gwiazdy występują w rojach, ponieważ są fragmentami większych ciał
materialnych, rozerwanych na skutek grawitacji pływowej, wywieranej przez
pobliskie, ale większe od nich ciała kosmiczne. Pierścienie Saturna są
pozostałościami rozerwanego satelity. Jeden z księżyców Jowisza zbliża się
teraz niebezpiecznie do krytycznej strefy rozerwania pływowego i w ciągu kilku
milionów lat albo spadnie na planetę, albo też ulegnie grawitacyjno-pływowemu
rozerwaniu. Dawno temu, piąta planeta Układu Słonecznego przemierzała
nieregularną orbitę, okresowo zbliżając się coraz bardziej do Jowisza, aż
weszła w krytyczną strefę rozerwania grawitacyjno-pływowego i została szybko
rozerwana, stając się dzisiaj skupiskiem asteroidów.
4.000.000.000 lat temu zorganizowały się systemy
Jowisza i Saturna, w znacznej mierze do tego stanu, jaki obserwujemy dzisiaj,
za wyjątkiem ich księżyców, które nadal powiększały się przez kilka kolejnych
miliardów lat. Faktem jest, że wszystkie planety i satelity Układu Słonecznego
nadal rosną, na skutek ciągłego wyłapywania meteorów.
3.500.000.000 lat temu zagęszczające się jądra
dziesięciu pozostałych planet były już dobrze ukształtowane a zaczątki
większości księżyców pozostawały nienaruszone, chociaż niektóre z mniejszych
satelitów połączyły się później, tworząc większe, współczesne księżyce. Wiek
ten można uznać za epokę agregacji planetarnej.
3.000.000.000 lat temu Układ Słoneczny funkcjonował w
znacznym stopniu tak, jak w dniu dzisiejszym. Jego elementy składowe wciąż
zwiększały swe rozmiary, w miarę jak meteoryty nieustannie spadały na planety i
ich satelity z wielką częstotliwością.
Mniej
więcej w tym czasie wasz Układ Słoneczny został umieszczony w fizycznym
rejestrze Nebadonu i otrzymał swą nazwę Monmatia.
2.500.000.000 lat temu planety znacznie się
powiększyły. Urantia była dobrze ukształtowaną kulą, mającą około jednej
dziesiątej swej obecnej masy i wciąż szybko rosła na skutek wychwytu materii z
meteorytów.
Wszystkie
takie, gigantyczne w swej skali zdarzenia, są naturalną częścią powstawania
ewolucyjnego świata klasy Urantii i stanowią astronomiczne preliminaria,
przygotowujące scenę do rozpoczęcia fizycznej ewolucji takich światów
kosmicznych, aby były gotowe do epopei życia w czasie.
7. ERA METEORYTÓW – EPOKA WULKANICZNA PRYMITYWNA ATMOSFERA
PLANETARNA
W tych dawnych czasach, rejony przestrzenne Układu
Słonecznego roiły się od małych, rozrywających się i skupiających ciał, a przy
braku ochronnej, atmosferycznej warstwy spalania, te ciała kosmiczne rozbijały
się wprost o powierzchnię Urantii. Te nieustanne kolizje utrzymywały
powierzchnię planety w stanie bardziej czy mniej rozgrzanym i to, w połączeniu
z coraz intensywniejszym działaniem grawitacji, w miarę jak kula rosła, zaczęło
uruchamiać mechanizmy, które stopniowo powodowały przesuwanie się cięższych
pierwiastków, takich jak żelazo, coraz bardziej w kierunku środka planety.
2.000.000.000 lat temu Ziemia zaczęła być wyraźnie
większa od Księżyca. Planeta zawsze była większa od jej satelity, jednak ta
różnica w wymiarach była nieznaczna, aż do tego mniej więcej czasu, kiedy
Ziemia przechwyciła wielkie ciała kosmiczne. Urantia miała wtedy około jednej
piątej swych obecnych rozmiarów i stawała się odpowiednio duża, aby utrzymać
prymitywną atmosferę, która zaczęła się pojawiać w rezultacie wewnętrznej
rywalizacji żywiołów pomiędzy rozgrzanym wnętrzem a schładzającą się skorupą.
Od tego okresu datuje się wyraźna działalność
wulkaniczna. Ciepło wewnętrzne Ziemi wciąż rosło, dzięki pogrążaniu się coraz
głębiej radioaktywnych i cięższych pierwiastków, przynoszonych z kosmosu w meteorytach. Badanie tych
radioaktywnych pierwiastków kiedyś ujawni, że wiek Urantii na jej powierzchni
przekracza miliard lat. Zegar radowy jest waszym najbardziej niezawodnym
sposobem naukowych obliczeń wieku planety, jednak wszystkie tego typu oceny są
zaniżone, ponieważ radioaktywne materiały, dostępne waszym badaniom, pochodzą w
całości z powierzchni Ziemi, w związku z czym stanowią stosunkowo niedawny
nabytek Urantii.
1.500.000.000 lat temu Ziemia osiągnęła dwie trzecie
swych obecnych rozmiarów, podczas gdy Księżyc dochodził do swojej obecnej masy.
Ziemia szybko zdobywała przewagę nad Księżycem w rozmiarach, co umożliwiło jej
rozpoczęcie powolnego rabunku tej niewielkiej ilości atmosfery, jaką pierwotnie
posiadał jej satelita.
Aktywność
wulkaniczna jest teraz w swym apogeum. Cała Ziemia jest prawdziwym ognistym
piekłem, jej powierzchnia przypomina wcześniejsze, płynne stadium, zanim
cięższe metale spłynęły do centrum. Jest to epoka wulkaniczna. Tym
niemniej skorupa ziemska, składająca się głównie ze stosunkowo lekkiego
granitu, zaczyna się stopniowo formować. Planeta wchodzi w to stadium, które
pewnego dnia będzie mogło podtrzymywać życie.
Powoli
kształtuje się prymitywna atmosfera ziemska, zawierająca teraz nieco pary
wodnej, tlenku węgla, dwutlenku węgla i chlorowodoru, jednak mało jest w niej
albo nie ma wcale wolnego azotu czy wolnego tlenu. W erze wulkanicznej
atmosfera świata jest bardzo ciekawa. W dodatku do wymienionych gazów, jest ona
silnie przesycona licznymi gazami wulkanicznymi oraz, w miarę kształtowania się
pasa powietrza, produktami spalania obfitych deszczy meteorów, które
nieustannie padają na powierzchnię planety. To spalanie meteorów utrzymuje tlen
atmosferyczny na poziomie niemal zupełnego wyczerpania, a tempo meteorycznego
bombardowania jest wciąż ogromne.
Niebawem
atmosfera zaczyna się nieco stabilizować i odpowiednio ochładza, aby deszcze
zaczęły padać na gorącą, skalistą powierzchnię planety. Tysiące lat Urantia
była spowita jedną, wielką, nieprzemijającą zasłoną z pary. W tych epokach
słońce nigdy nie docierało do powierzchni Ziemi.
Sporo
węgla zostało zabrane z atmosfery, formując węglany różnych metali, które teraz
w znacznych ilościach zalegają wierzchnie warstwy planety. Później, znacznie
większe ilości tych gazów węglowych zostały spożytkowane przez wczesne, płodne
życie roślinne.
Nawet
w późniejszych czasach, ciągłe wypływy lawy i spadające meteory zużywały prawie
cały tlen znajdujący się w powietrzu. Nawet wczesne osady pojawiających się
niebawem prymitywnych oceanów nie zawierają barwnych kamieni czy łupków
ilastych. I długo jeszcze po powstaniu tego oceanu, w atmosferze nie było
praktycznie wolnego tlenu; i nie pojawił się on w znacznych ilościach aż do
tego czasu, kiedy później został wytworzony przez wodorosty i inne formy życia
roślinnego.
Prymitywna
atmosfera ziemska ery wulkanicznej jest słabym zabezpieczeniem przed
kolizyjnymi udarami rojów meteorów. Miliony meteorów mogą się przebić przez
taki pas powietrza i uderzać w skorupę ziemską jako lite ciała. Jednak z
upływem czasu coraz mniej z nich okazuje się być odpowiednio duże, aby oprzeć
się rosnącej sile tarcia tej osłony, w późniejszych epokach coraz bogatszej w
tlen atmosferyczny.
8. STABILIZACJA SKORUPY EPOKA TRZĘSIEŃ ZIEMI OCEAN ŚWIATOWY I
PIERWSZY KONTYNENT
1.000.000.000 lat temu to data faktycznego początku
historii Urantii. Planeta osiągnęła w przybliżeniu swoją obecną wielkość. Mniej
więcej w tym czasie została umieszczona w materialnym rejestrze Nebadonu i
otrzymała nazwę Urantia.
Istnienie atmosfery, wraz z nieustannym skraplaniem
się pary, powodowało schładzanie
skorupy ziemskiej. Aktywność wulkaniczna dawno już wyrównała ciśnienie
wewnętrznego gorąca i kurczenia się skorupy; i kiedy ilość wulkanów gwałtownie
malała, w epoce ochładzania się i dopasowywania powierzchni, pojawiły się
trzęsienia ziemi.
Prawdziwa
historia geologiczna Urantii zaczyna się wraz z ochłodzeniem skorupy ziemskiej
na tyle, aby mógł powstać pierwszy ocean. Kondensacja pary wodnej na stygnącej
powierzchni Ziemi, raz rozpoczęta, trwała aż do całkowitego zakończenia. Pod
koniec tego okresu, światowy ocean pokrywał całą planetę, średnio głęboki na
blisko dwa kilometry. Działalność pływowa podobna była do tej, jaką znamy
dzisiaj, jednak ten prymitywny ocean nie był słony; praktycznie cały świat
pokrywała słodka woda. W tamtych czasach większość chloru pozostawała w
związkach z różnymi metalami, lecz było go odpowiednio dużo połączonego z
wodorem, żeby woda w oceanie nabrała nieco kwaśnego smaku.
Na
początku tej, odległej epoki, Urantię można sobie wyobrazić jako planetę zalaną
wodą. Później, głębiej położona a przez to bardziej zagęszczona lawa, wypłynęła
na dno dzisiejszego Oceanu Spokojnego, powodując znaczne obniżenie tej części pokrytej
wodą powierzchni. Pierwsza kontynentalna masa lądu wynurzyła się ze światowego
oceanu jako korekta równowagi skorupy ziemskiej, stopniowo nabierającej
grubości.
950.000.000 lat temu Urantia stanowiła jeden wielki
kontynent lądowy i jedną ogromną masę wodną – Ocean Spokojny. Wulkany wciąż
występują powszechnie a trzęsienia ziemi są zarówno częste jak i bardzo silne.
Meteoryty nadal bombardują Ziemię, ale zarówno częstotliwość ich spadania jak i
rozmiary się zmniejszają. Atmosfera się przejaśnia, choć zawartość dwutlenku
węgla jest wciąż duża. Skorupa ziemska stopniowo się stabilizuje.
Mniej
więcej w tym czasie Urantia została przydzielona do systemu Satania, dla
administracji planetarnej, jak również została umieszczona w rejestrze życia
Norlatiadeku. I tak zaaprobowano administracyjnie tą niewielką i mało znaczącą
sferę, która miała stać się planetą, na której Michał przeprowadził później
gigantyczne zadanie, obdarzenie planety w charakterze śmiertelnika i
uczestniczył w tych wydarzeniach, które sprawiły, że od tamtego czasu Urantia
jest znana lokalnie jako „świat krzyża”.
900.000.000 lat temu przybyła na Urantię pierwsza
grupa rekonesansowa z Satanii, wysłana z Jerusem w celu zbadania planety i
sporządzenia raportu na temat jej przydatności dla życia eksperymentalnego.
Komisja ta liczyła dwudziestu czterech członków i składała się z Nosicieli
Życia, Synów Lanonandeków, Melchizedeków, serafinów i innych klas życia
niebiańskiego, zajmujących się organizacją i administracją planet w ich
wczesnym stadium rozwoju.
Po
przeprowadzeniu dokładnych badań planety, komisja wróciła na Jerusem i złożyła
pozytywny meldunek Władcy Systemu, rekomendując umieszczenie Urantii w
rejestrze życia eksperymentalnego. Zgodnie z tym, wasz świat został
zarejestrowany na Jerusem jako planeta dziesiętna i powiadomiono Nosicieli
Życia, że udziela im się zezwolenia na wprowadzenie nowych form aktywizacji
mechanicznej, chemicznej i elektrycznej, kiedy później przybędą z upoważnieniem
przeniesienia i zaszczepienia życia.
Przygotowania,
zmierzające do przekształcenia planety w zamieszkałą, zostały dokonane w
odpowiednim czasie na Jerusem, przez mieszaną komisję złożoną z dwunastu istot
i zatwierdzone na Edentii, przez planetarną komisję złożoną z siedemdziesięciu
istot. Plany te, przedstawione przez pomocniczych doradców Nosicieli Życia,
zostały ostatecznie zatwierdzone na Salvingtonie. Niedługo potem transmisje z
Nebadonu przyniosły komunikat, że Urantia ma zostać tym miejscem, gdzie
Nosiciele Życia przeprowadzą sześćdziesiąty w Satanii eksperyment, mający na
celu rozwinięcie i udoskonalenie satanijskiego typu nebadońskich wzorców życia.
Wkrótce
po tym, jak Urantia została po raz pierwszy wymieniona w transmisjach
wszechświatowych całego Nebadonu, nadano jej też pełny status wszechświatowy.
Niebawem została wpisana do rejestrów planet superwszechświata, w zarządach
mniejszego i większego sektora, a przed końcem tej epoki Urantia znalazła się w
rejestrze planetarnego życia Uversy.
Przez
całą tą epokę na planecie szalały częste i gwałtowne burze. Wczesna skorupa
ziemska nieustannie się zmieniała. Ochładzanie się powierzchni następowało na
przemian z rozległymi wypływami lawy. Dziś na powierzchni świata nie można
nigdzie znaleźć nawet skrawka tej pierwotnej skorupy planetarnej. Wszystko mieszało
się zbyt wiele razy z lawą, wyrzucaną z głębi i z domieszkami późniejszych
osadów wczesnego oceanu światowego.
Nigdzie
na powierzchni świata nie można znaleźć więcej zmodyfikowanych pozostałości
tych dawnych skał praoceanicznych niż w północno-wschodniej Kanadzie, w
okolicach Zatoki Hudsona. To rozległe, granitowe wzniesienie, składa się z
kamienia należącego do epok przedoceanicznych. Te skalne pokłady były
nagrzewane, wyginane, skręcane, odgniatane i na nowo wielokrotnie przechodziły
te zniekształcające je i przeobrażające doświadczenia.
W
epokach oceanicznych, wielkie pokłady pozbawionych skamielin skał osadowych
odkładały się na dnie praoceanu. (Wapień może powstawać wskutek wytrącania
chemicznego; nie cały starszy wapień powstał w wyniku osadzania się
pozostałości życia morskiego). W żadnej z tych pradawnych formacji skalnych nie
ma śladów życia; nie zawierają one skamielin, chyba, że późniejsze osady z epok
wodnych zostały przez przypadek zmieszane z tymi, starszymi pokładami z czasów
przed powstaniem życia.
Wczesna
skorupa ziemska była bardzo niestabilna, ale góry się jeszcze nie tworzyły.
Podczas formowania planeta kurczyła się pod ciśnieniem grawitacji. Góry nie są
rezultatem zapadania się stygnącej skorupy kurczącej się kuli; pojawiają się
one później, w wyniku działania deszczu, grawitacji i erozji.
W
tej epoce zwiększała się kontynentalna masa lądowa, aż pokryła prawie dziesięć
procent powierzchni Ziemi. Potężne trzęsienia ziemi zaczęły się nie wcześniej,
aż masa kontynentalna wynurzyła się wysoko ponad wodę. Kiedy już się zaczęły,
ich częstotliwość i siła narastały przez całe epoki. Potem, przez wiele
milionów lat, trzęsienia ziemi zanikały, ale Urantia wciąż jeszcze ma ich
średnio piętnaście dziennie.
850.000.000 lat temu zaczęła się pierwsza,
prawdziwa epoka stabilizacji skorupy ziemskiej. Większość cięższych metali
przesunęła się w kierunku centrum globu; ochładzająca się skorupa przestała się
deformować tak bardzo, jak w epokach poprzednich. Pojawiła się większa
równowaga pomiędzy wypychanym do góry lądem a cięższym dnem oceanu.
Podpowierzchniowa lawa płynęła prawie na całym świecie i to wyrównywało oraz
stabilizowało wahania, spowodowane ochładzaniem, kurczeniem i przesunięciami
powierzchni.
Wybuchy
wulkanów i trzęsienia ziemi stawały się coraz rzadsze i coraz słabsze.
Atmosfera oczyszczała się z gazów wulkanicznych i pary wodnej, ale stężenie
dwutlenku węgla wciąż było wysokie.
Zaburzenia
elektryczne w powietrzu i w ziemi również się zmniejszały. Wypływy lawy
wyniosły na powierzchnię mieszaninę pierwiastków, co miało wpływ na
urozmaicenie skorupy ziemskiej i lepiej izolowało planetę od pewnych energii
kosmicznych. A wszystko to w znacznym stopniu ułatwiało kontrolę energii
ziemskiej i uporządkowanie jej przepływu, co ukazane jest w funkcjonowaniu
biegunów magnetycznych.
800.000.000 lat temu daje się zauważyć początek
pierwszej, wielkiej epoki lądowej, wieku wzmożonego wynurzania się kontynentów.
Należy
zwrócić uwagę na to, że od czasu skroplenia się hydrosfery ziemskiej, najpierw
w oceanie światowym potem w Oceanie Spokojnym, ten ostatni obszar wodny pokrywa
wtedy dziewięć dziesiątych powierzchni ziemskiej. Meteoryty, spadające do
morza, gromadziły się na jego dnie a meteoryty, ogólnie mówiąc, składają się z
ciężkich materiałów. Te, które spadły na ląd, w znacznej mierze się utleniały,
później zostały rozkruszone przez erozję i zmyte do basenów oceanicznych.
Dlatego też dno oceanu stawało się coraz cięższe, a do tego dochodził ciężar
wody, w niektórych miejscach głębokiej na szesnaście kilometrów.
Wzrastający,
odgórny nacisk Oceanu Spokojnego, wywołał z kolei oddolny nacisk kontynentalnej
masy lądowej. Europa i Afryka zaczęły wynurzać się z głębi Pacyfiku, razem z
masami zwanymi teraz Australią, Północną i Południową Ameryką, oraz kontynentem
Antarktydy, podczas gdy dno Oceanu Spokojnego w dalszym ciągu obniżało się
wyrównawczo. Pod koniec tego okresu prawie jedną trzecią powierzchni Ziemi
stanowił ląd, cały w jednej masie kontynentalnej.
Wraz
z coraz większym wyniesieniem terenu, pojawiły się na planecie pierwsze różnice
klimatyczne. Wyniesienie terenu, chmury kosmiczne i wpływy oceaniczne, są
głównymi czynnikami wywołującymi zmiany klimatyczne. Trzon azjatyckiej masy
lądowej, podczas jej maksymalnego wynurzenia, osiągnął wysokość prawie czternastu
i pół kilometra. Gdyby powietrze, unoszące się nad tymi wysoko wyniesionymi
rejonami, zawierało dużo wilgoci, uformowałyby się ogromne pokrywy lodowe;
okres lodowcowy nastąpiłby znacznie wcześniej. Upłynęło jednak kilkaset
milionów lat, zanim tak wiele powierzchni lądowej znowu się pojawiło nad wodą.
750.000.000 lat temu, po raz pierwszy zaczęła się
rozstępować masa lądu kontynentalnego, nastąpiło wielkie pęknięcie na linii
północ-południe, które później dopuściło wody oceanu i umożliwiło zachodni dryf
kontynentów Północnej i Południowej Ameryki, razem z Grenlandią. Długie
rozszczepienie na linii wschód-zachód oddzieliło Afrykę od Europy i odłączyło
od kontynentu azjatyckiego masy lądowe Australii, wyspy Pacyfiku i Antarktydę.
700.000.000 lat temu Urantia dojrzewała do warunków
odpowiednich dla podtrzymania życia. Trwał dryf lądów kontynentalnych; coraz
bardziej ocean przenikał na obszary lądowe pod postacią długich, palczastych
mórz, dostarczających tych płytkich wód i osłoniętych zatok, które tak bardzo nadają
się na środowisko życia morskiego.
650.000.000
lat temu miało miejsce
dalsze rozdzielanie się mas lądowych a w konsekwencji dalszy rozwój mórz
kontynentalnych. Wody te szybko osiągnęły taki stopień zasolenia, jaki był
potrzebny dla podtrzymania życia na Urantii.
Te
właśnie morza i te, które się po nich pojawiły, zapisały się w księgach życia
Urantii, jak to później odkrywano w dobrze zachowanych kamiennych kartach
historii, tom po tomie, era po erze, epoka rozwijająca się po epoce. Te
śródlądowe morza z dawnych czasów doprawdy były kolebką ewolucji.
[Przedstawione
przez Nosiciela Życia, członka pierwotnego Korpusu Urantii, obecnie
przebywającego na niej jako obserwator].